środa, 25 marca 2015

Jolanta Czarkwiani "Nie waż się!"



Jolanta Czarkwiani „Nie waż się!”, Black Publishing 2015, ISBN 978-83-8049-050-5, stron 320

Brygida i Agata, papużki-nierozłączki od wczesnej podstawówki – nawet jeśli na dłużej traciły kontakt, to poczucie bliskości nie opuszczało ich nigdy. Brygida jest tłumaczką, Agata zajmuje się finansami dużej korporacji; pracują w tym samym budynku i często spotykają się w windzie czy na wspólnej przerwie. Każda ma swój styl, swoje upodobania, ale łączy je to, że są zadowolonymi z życia i z siebie singielkami.

A przynajmniej tak się Brygidzie wydawało. Bo nagle okazuje się, że Agata nie tylko jest w ciąży – a przecież o żadnym mężczyźnie nie było mowy – ale jeszcze się odchudza. Z czasem zawiśnie nad nimi złowieszczy cień anoreksji. Brygida stara się zrozumieć osobę, którą stała się przyjaciółka, ale nie jest to łatwe. Agata ani myśli się leczyć, bo przecież jest zdrowa, ma mnóstwo energii i czuje się świetnie. W międzyczasie na Brygidę spadnie choroba matki; będzie musiała także uporać się wreszcie z traumą z dzieciństwa, ukrywaną przez całe lata, spychaną na dno świadomości. Czy Brygida, ale przede wszystkim Agata, znajdą w sobie siły, by o siebie zawalczyć?

O tym, że lubię książki polskich autorów wydawane przez Black Publishing, pisałam już przy okazji „Płaczącego chłopca”. To pierwszy z powodów, dla których zdecydowałam się na lekturę powieści Jolanty Czarkwiani. Drugim był wyjątkowo, w moich oczach, intrygujący tytuł: „nie waż się”, ale czego? Był jeszcze trzeci – anoreksja jednej z bohaterek. Swego czasu przeczytałam kilka książek na temat tej choroby, próbując zrozumieć jej mechanizmy. Czarkwiani, lekarka pracująca w Warszawie, dołożyła do mojego – a sądzę, że nie tylko mojego, ponieważ swoją powieścią złamie chyba powszechnie panujący stereotyp – myślenia o anoreksji jeszcze jedną cegiełkę.

Przyjęło się uważać, że anoreksja dotyka przede wszystkim nastolatki, które ogarnięte wszędzie widocznym i natrętnie propagowanym kultem szczupłej sylwetki, same starają się taką osiągnąć, za wszelką cenę. Zaczyna się może od zwykłego odchudzania, ale potem przychodzi namiętne mierzenie i przeliczanie kalorii, zmniejszanie porcji, a wreszcie ich brak, tabletki przeczyszczające, obsesyjne kontrolowanie wagi, aż przekracza się granicę, za którą nie widzi się już wychudzonej budowy własnego ciała, powolnego stawania się szkieletem, a wręcz przeciwnie, nadal dostrzega się tylko te okropne zwały tłuszczu, oponki, a to jest przecież ohydne... U Czarkwiani problem dotyczy dorosłej kobiety, która, zdawałoby się, ma wszystko: świetną pracę, pieniądze, za które kupuje ukochane markowe ciuchy, wreszcie wymarzone dziecko. Ale to za mało, nie jest szczęśliwa, bo przecież jest gruba – schudnie, to wtedy wszystko będzie jak należy. Choroba? Jaka choroba? Ona ma sytuację pod całkowitą kontrolą. Autorka dobitnie pokazuje, że anoreksja tylko pozornie jest schorzeniem ciała, bo tak naprawdę wszystko sprowadza się do mózgu chorującej osoby – to on wpada w pewnym momencie w spiralę, z której bez podjętej odpowiednio wcześnie pomocy, nie uda mu się samodzielnie wyplątać. Jak już wspomniałam, nie jest to moja pierwsza lektura traktująca o tej podstępnej przypadłości, dlatego nie czułam się szczególnie zszokowana postępowaniem Agaty; ale bardziej wyraźnie dotarło do mnie nie tylko to, jak okropnie jest wyniszczająca, ale też, jak wyjątkowo potrafi być wredna, bo sprawia, że traci się z oczu wszystko inne, a liczy się tylko to, by nie jeść. Dziecko, rodzina, przyjaciele? O was później, najpierw przyznajcie: znów utyłam, tak? I nieistotne, że ważę trzydzieści parę kilko albo i mniej, to ciągle za dużo... Naprawdę przerażający jest ten obraz i nawet jeśli twierdzę, że trochę o anoreksji wiem, to jednak nie uodporniła mnie ta wiedza na kolejne opisy etapów choroby, jeśli są tak wiarygodne, prawdziwe i dobre (jakkolwiek to brzmi), a u Jolanty Czarkwiani takie właśnie są.

Autorka zwróciła uwagę na jeszcze jeden aspekt anoreksji. Często pewnie zdarza się tak, że jej początki są bagatelizowane przez najbliższe otoczenie. W książce padło na Brygidę, ale mamy tutaj dwie strony medalu: z jednej zapewnienia Agaty, że wszystko jest w porządku, a z drugiej to, że Brygida bardzo chce w to wierzyć i dość długo pozostaje ślepa na skalę problemu. I tak szczerze mówiąc, to nawet trudno mieć o to do niej pretensje, ponieważ ona cały czas trzyma się tego, że to sama Agata musi chcieć się leczyć, bo co, postawić ją wobec sądowego skierowania na leczenie? Jak to zrobić najukochańszej przyjaciółce? Ale przecież chodzi o jej życie. A tak to można obracać się w błędnym kole... Ogólnie bardzo polubiłam Brygidę, jej niewyparzony język i ironiczny stosunek do samej siebie. Myślę, że relację tych dwóch kobiet każdy czytelnik może odebrać czysto subiektywnie, bo też i jest ona mocno złożona. Tak jak sama anoreksja...    

Moim zdaniem, „Nie waż się!” to debiut brawurowy. Brawurowy w tym sensie, że jest dojrzały i, jakby to powiedzieć, skończony. Tu nie ma mowy o tym, że autorka musi coś jeszcze poprawić i z kolejną powieścią będzie lepiej – nie, tutaj od razu wszystko jest na najwyższym poziomie, zarówno pomysł na rozwój fabuły, jej świeżość, jak i styl, jakim jest poprowadzona. I brawurowy znaczy dla mnie jeszcze tyle, że Jolanta Czarkwiani napisała po prostu świetną książkę, która pochłania, wzrusza, skłania do przemyśleń, a przy całym dramacie, jaki prezentuje, potrafi także rozbawić, więc dzięki temu wszystkiemu na pewno na dłużej zagości w mojej pamięci. Czy można chcieć czegoś więcej?

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Black Publishing.

http://blackpublishing.pl/

Wyzwanie: „Polacy nie gęsi”.

22 komentarze:

  1. Widzę, że moje przeczucie mnie nie zawiodło, gdy decydowałam się na ten tytuł - ach dobrze, że mam go już na półce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie nie, obie miałyśmy nosa:)

      Usuń
  2. Interesująca książka, chętnie przeczytam. Gdy byłam nastolatką wieku temu lubiłam wypożyczać książki właśnie o trudnych tematach głównie o anoreksji, straszna choroba...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie tylko ja przechodziłam etap na takie lektury.

      Usuń
  3. Intrygujące - debiut pełny i skończony, na najwyższym poziomie. Nieczęsto słyszy się takie określenia, więc tym bardziej zaciekawiło mnie "Nie waż się" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ale na szczęście trafi się czasem wśród debiutów taka perełka:)

      Usuń
  4. Przyznam, że od jakiegoś czasu ciekawi mnie ta książka, ale jakoś nie potrafiłam się na nią zdecydować. Jednak dziś, po twojej pochlebnej recenzji już wiem, że muszę koniecznie ją poznać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro Cię zaciekawiła, to już jest jakaś podstawa, więc mam nadzieję, że na tym się nie skończy;)

      Usuń
  5. Widzę, że to udany debiut. A anoreksja to temat, o którym chętnie poczytam i na pewno dowiem się czegoś nowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udany to nawet mało powiedziane;)

      Usuń
  6. Bardzo, ale to bardzo chcę przeczytać tą książkę! :) Mam nadzieje, że prędzej czy później wpadnie w moje ręce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby, bo jest warta każdej jednej chwili z nią spędzonej:)

      Usuń
  7. Mam nadzieję, że uda mi się z nią zapoznać, tym bardziej że anoreksja coraz częściej pojawia się w otoczeniu moich znajomych.

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię udane debiuty - ten bardzo mnie intryguje, więc z przyjemnością wezmę się za tę lekturę, kiedy tylko trafi w moje dłonie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Założę się, że nie pożałujesz:)

      Usuń
  9. Nadmiar lektur w kolejce niestety nie pozwolił mi na wciągnięcie na listę tej, czego teraz trochę żałuję, ale być może kiedyś te zaległości jeszcze nadrobię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żałuj, bo jest czego. I musisz to jakoś zmienić;)

      Usuń
  10. Jestem pod wrażeniem, że ta książka jest debiutem traktującym o tak dramatycznej chorobie. Anoreksja to smutna choroba. Nie znam nikogo, kto się z nią mierzył, ale współczuję każdym. Eh...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorka jest lekarzem, to i chyba doświadczenia ma na tyle, by mierzyć się z tak trudnym tematem. Talentu przy tym także jej nie brakuje.

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.