środa, 25 lutego 2015

W skrócie



Dziś w skrócie o dwóch książkach, które zapamiętam na długo, i które z pewnością zasługują na oddzielne recenzje, ale trudno mi zebrać myśli po lekturze, stąd też tylko takie krótkie notki. 

Lisa Niemi Swayze „Walczyłam o Patricka”, Świat Książki 2014, ISBN 978-83-7943-271-4, stron 360

Przyznam się do czegoś: mam słabość do filmów muzycznych. Niech sobie wszyscy mówią o nich, co chcą i oceniają, jak chcą – mnie się one nie nudzą i mogę je oglądać za każdym razem, gdy się na nie natknę w telewizorze. „Bodyguard” (ten może najmniej, ale jednak), „Mamma mia” czy „Dirty Dancing” - obejrzany po raz pierwszy w dzieciństwie, wtedy jeszcze bez zrozumienia, o co tak naprawdę w nim chodzi. Pewnie nie tylko na mnie wrażenie zrobił Patrick Swayze – bo umówmy się, tańczący facet ma w sobie to coś... Może poza rolą w „Uwierz w ducha” i – także pamiętanym z dzieciństwa – serialu „Północ-Południe” nie znam innych jego kreacji, ale tą jedną, Johnny’ego Castle’a, zapisał się w mojej pamięci już na dobre.

Amerykański aktor jest także jedną z tych osób, których odejście doskonale pamiętam. Wiem, gdzie wtedy byłam, co robiłam i kto mi o tym powiedział. I tak naprawdę to dalej nie wierzę, że on umarł. Teraz, sześć lat po jego śmierci, zmierzyłam się ze świadectwem jego żony, która przestawia niecałe dwa lata zmagań z jego nowotworem trzustki.

Oczywiście, że nie jest to lektura łatwa. Dla mnie Patrick Swayze był aktorem żyjącym za oceanem – dla Lisy Niemi najbliższym człowiekiem, mężczyzną, z którym spędziła trzydzieści cztery lata, i na którego cierpienie i odchodzenie musiała patrzeć. A potem żyć bez niego. Trudno powstrzymywać łzy nad kolejnymi stronami...
Myślę, że polskie wydanie tej książki ma idealnie dobrany tytuł – życie autorki w latach 2008-2009 rzeczywiście było walką, nie tylko o męża, ale także o siebie, by się nie załamać i pomagać jemu przez to przejść. Ta książka skłania do jeszcze jednej refleksji: pokazuje, jak bardzo rak jest „uniwersalny”, dla niego nie ma równych i równiejszych. Fakt, że Swayze był w o tyle „komfortowej” sytuacji, przy jego typie nowotworu, że mógł się poddać testowanej dopiero klinicznie terapii, która swoje kosztowała, a przedłużyła mu życie – nie każdy chory może sobie na to pozwolić, bo nie będzie go na to stać. Ale w końcu choroba i tak zadała ten ostateczny, bezlitosny cios... 
 

Małgorzata Szejnert „My, właściciele Teksasu. Reportaże z PRL-u”, Znak 2013, ISBN 978-83-240-2121-5, stron 408

Po znakomitej publikacji „Śród żywych duchów” obiecałam sobie, że poznam również inne książki Małgorzaty Szejnert. „My, właściciele Teksasu” była dla mnie o tyle interesująca, że dotyczy czasów Polski Ludowej, które niezmiennie mnie pociągają. Podtytuł „Reportaże z PRL-u” należy tutaj rozumieć dosłownie – one nie tylko dotykają tamtej epoki, one w tamtym okresie były pisane. To zbiór tekstów z lat 1969-1979. I jedno jest niezbicie pewne: upływ czasu wcale tym reportażom nie zaszkodził, a wręcz przeciwnie: czyta się je pysznie, by użyć słowa zastosowanego przez Mariusza Szczygła we wstępie. Co dowodzi tylko kunsztu autorki.

Największe wrażenie zrobił na mnie tekst „Codziennie”, który przedstawia jeden dzień z życia robotników Zakładów Mechanicznych Ursus. Pytanie brzmi, czy faktycznie tylko jeden, czy może jeden z wielu, układających się w tygodnie, miesiące, lata? Trochę zszokował mnie też reportaż „Jeśli się odnajdziemy, to cudownie” z myślą przewodnią, że to „dziecko wybiera” (str. 122 i dalsze) – opisywał wczasy (obóz, turnus, czy jak to nazwać), na których dzieci, sieroty społeczne, mogły sobie wybrać rodzinę z tych, które zgłosiły się do udziału w tej „grze”.

O tej książkowej wersji „American Dreams po polsku” (okładka) nie piszę dużo, bo jej sedno, a właściwie sedno odbioru, sprowadziłabym do kilku przymiotników: intrygująca, wciągająca, i może jeszcze tak: doskonale się czytająca.

Po tych dwóch książkach już wiem, dlaczego Małgorzatę Szejnert nazywa się królową polskiego reportażu.

Wyzwanie: „Polacy nie gęsi”.

14 komentarzy:

  1. Patrick Swayze to był znakomity aktor. Bardzo lubiłam oglądać filmy z jego udziałem, szczególnie Dirty Dancing i Uwierz w ducha. Dlatego jego śmierć to wielka strata dla wielu osób. A książkę chętnie poznam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że jesteśmy takiego samego zdania:)

      Usuń
  2. Chociaż nie jestem fanką Patricka to jego śmierć też mnie uderzyła w jakiś sposób. Współczuję żonie :( Smutne to. Myślę, że książkę bym chętnie przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba dlatego, że każda taka śmierć uderza:(

      Usuń
  3. Przyznam, że żadna z tych dwóch książek mnie nie zainteresowała jakoś specjalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale do Szejnert jednak bym Cię próbowała przekonać, wiedząc, że też lubisz PRL:)

      Usuń
  4. Książka o moim ukochanym Patricku? Aaaaa, nie wiedziałam, że istnieje, ale straszliwie Ci dziękuję za to, że dowiedziałam się o niej!

    OdpowiedzUsuń
  5. Obie książki mnie zainteresowały i nie wiem, która bardziej. Na pewno przeczytam, ale znając mnie to pewnie z dużym opóźnieniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że lepiej później, niż wcale;)

      Usuń
  6. Musze kiedyś w końcu sięgnąć po Szejnert.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie musisz, teraz ukazuje się nowa, więc może to jakiś znak:)

      Usuń
  7. Druga książka mnie intryguje :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.