poniedziałek, 17 listopada 2014

Zygmunt Miłoszewski "Gniew"



Zygmunt Miłoszewski „Gniew”, W.A.B. 2014, ISBN 978-83-280-0935-6, stron 408

W grudniu 2012 r. Polska podpisała Konwencję Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Jednak we wrześniu 2014 r. Sejm Konwencji nie ratyfikował, ponieważ posłowie ugrupowań prawicowych uznali, że godzi ona w tradycję i religię chrześcijańską. Konwencja nie podoba się także Episkopatowi, bo według niego „redefiniuje pojęcia płci, małżeństwa i rodziny oraz wprowadza ideologię gender”. Tymczasem co roku „przemocy fizycznej lub seksualnej doświadcza od siedmiuset tysięcy do miliona Polek”, a sprawcą przemocy jest najczęściej osoba bliska. Siedemset tysięcy do miliona codziennych kobiecych dramatów, wszechogarniającego strachu, paraliżującego lęku.
Według innych badań, codziennie w Europie na skutek przemocy umiera siedem kobiet. Te, które wcześniej zdążą się udać na policję i spróbują szukać pomocy, najczęściej usłyszą pytanie, co takiego zrobiły, że mąż się do tego stopnia zdenerwował, czym go tak sprowokowały. I co? I nic. Nieważne, że w tej konwencji znajdują się konkretne rozwiązania, mające chronić kobiety; ważniejsze okazuje się nagle to, że mowa tam o dyskryminacji, nierówności i tym pachnącym dla niektórych ogniem piekielnym gender, które tak bardzo zagraża polskiej tradycji. A to, że polską tradycją jest chłop lejący kobietę, co by się baba nauczyła moresu i wiedziała, gdzie jej miejsce, to nieistotne. I słusznie zauważono w jednym z artykułów, że domowi kaci to także elektorat wyborczy, a tego nie wolno drażnić przed wyborami jakąś tam wydumaną konwencją. I słusznie zwrócono uwagę, że domowi kaci to nie tylko patologia, bo ta patologia coraz częściej ma miejsce w szanowanych, cenionych rodzinach, tworzonych przez ludzi pełniących zawody - teoretycznie - zaufania społecznego. Gdy poczytałam o dyskusji na posiedzeniu Sejmu, najtrudniej było mi uwierzyć, że najgłośniej przeciwko konwencji wypowiadały się posłanki, kobiety. Czy one naprawdę mają sto procent pewności, że je przemoc nigdy nie dotknie? To gratuluję życia w ułudzie świata idealnego – ten realny nie ma z nią nic wspólnego. Jestem wierząca, ale patrząc na stanowisko Kościoła w tym wszystkim, na coraz „mądrzejsze” wypowiedzi jego hierarchów, np. na temat pedofilii wśród duchownych, na ich próby zmonopolizowania kwestii obyczajowo-moralno-społecznych, to coraz mocniej skłaniam się ku stwierdzeniu, że jego rola powinna zostać ograniczona. A rządzący, którzy w tym przypadku tak bardzo powołują się na Konstytucję, twierdząc, że zapewnia ona wystarczającą ochronę obywatelom, a zwłaszcza obywatelkom, zapominają o tych jej artykułach: „Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym” oraz „Stosunki między państwem a kościołami (...) są kształtowane na zasadach (...) współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego”. Cóż, widać dla niektórych polityków i przedstawicieli Kościoła katolickiego kobieta nie jest człowiekiem, którego dobro jest ważne.*

Ten długi wstęp sprowokowany został powieścią kryminalną autorstwa Zygmunta Miłoszewskiego. „Gniew” dotyczy problemu przemocy wobec kobiet, sprawy, która niezmiennie podnosi mi ciśnienie. Nigdy nie pojmę, jakim prawem mężczyzna (bo to w przeważającej większości oni są sprawcami) podnosi rękę na kobietę, i obcą, i sobie bliską. Nigdy nie zrozumiem usprawiedliwiania takich zachowań. Nigdy. Przemoc to zło. Koniec, kropka. Tymczasem „prokuratorzy i policjanci nie lubią przemocy domowej. Panujący w czterech ścianach domowych terror określają pogardliwie mianem „rękówek” albo „znęt”. Nie lubią, gdy w sądzie jest słowo przeciwko słowu. Nie lubią ofiar z dnia na dzień odwołujących zeznania. Prokurator Teodor Szacki nie różni się od reszty swoich kolegów” (okładka).

Szacki pracuje teraz w Olsztynie. A tutaj dzień w dzień ta pieprzona, marznąca mżawka. I zimno przejmujące do szpiku kości. Tak, co jak co, ale prokurator Szacki nie darzy miłością jesieni. Kocha za to swoją córkę, szesnastoletnią Helenę, która teraz z nim mieszka, i konkubinę, jeśli trzymać się oficjalnego słownictwa, Żenię. Nie do końca rozumie zachowanie swoich kobiet, między którymi panuje pełna zgoda, gdy go nie ma, a gdy się pojawia, natychmiast wykopują topór wojenny. Czasem lepiej więc zniknąć i posiedzieć dłużej w pracy, zwłaszcza że daleko do niej nie ma, jej budynek widzi ze swoich okien. Szackiemu marzyłaby się jakaś większa sprawa, a tu znowu Niemiec „do odfajkowania”. W zniszczonym bunkrze koło szpitala znaleziono kompletny, ludzki szkielet. Prokurator wypisuje papiery, dzięki którym kości mają trafić na uczelnię medyczną. Zwyczajowa procedura, o czym Szacki nie ma jeszcze pojęcia, okaże się właśnie taką większą sprawą. Tylko chyba nie o takim jej przebiegu myślał...

„Gniew” to ostatnia część trylogii kryminalnej z Teodorem Szackim jako głównym bohaterem. Z jednej strony szkoda; po wcześniejszym „Uwikłaniu” i „Ziarnie prawdy” można się do niego przywiązać, do jego sztywnej i zasadniczej postawy, do upodobania do eleganckich garniturów, stanowiących jego zbroję, dzięki którym całym sobą „wyglądał jak ostoja mocy i trwałości Rzeczypospolitej” (str. 27). Z drugiej jednak, można na to spojrzeć inaczej: może to i dobrze, może lepiej zakończyć w takim dobrym momencie – kiedy Miłoszewski zyskał nie tylko tytuł bestsellerowego autora, ale także międzynarodowe uznanie – niż przedobrzyć i pójść o jedną powieść za daleko. Cykle książek z wiodącą postacią, nawet te, które mi się podobają, zawsze rodzą niewielką, ale jednak, obawę, że pomysł na nią się wyczerpie i kolejne jej perypetie staną się już tylko nużące.

„Gniew” zaczyna się niezwykle mocnym akcentem, po którym już zwyczajnie nie da się oderwać od działań Teodora Szackiego. Celowo jednak nie napiszę, o co chodzi, tak samo jak celowo napisałam krótko o fabule, żeby wzbudzić ciekawość i zachęcić do sięgnięcia po tę lekturę. A jest tego warta, twierdzę z całą mocą. Teraz powinny nastąpić same westchnienia zachwytu. Że świetny pomysł; że genialna realizacja; że wybitne stopniowanie napięcia; że rozwiązania trudno się domyśleć, a przynajmniej dla mnie było ono zaskoczeniem. Ale tak naprawdę, to słowa te nie oddają w pełni tego, jak wielkie wrażenia wywiera powieść Miłoszewskiego. Dla mnie to po prostu literacki majstersztyk, na który składa się ważny społecznie temat, podany w porywająco przyjemnej formie, z elementami czarnego humoru i nutami sarkazmu. Nie mam prawa żądać niczego ponad to, ba, dostałam i tak więcej, niż się spodziewałam.

Gniew. Słowo-klucz, wytrych do naszych przemyśleń nad mechanizmem przemocy. Co sprawia, że zwyczajny człowiek, przeciętny, z życiem jak miliony innych ludzi, nagle przekracza granicę i staje się zbrodniarzem? Gdzie ona biegnie? Czy dotyczy tylko tych, którzy sami doświadczyli złego traktowania i owa trauma w końcu w nich zwycięża? Bo przecież chyba nikt nie rodzi się z gruntu zły? Czy skłonność do przemocy może być swego rodzaju dziedzictwem? Dziedzictwem zła uaktywniającym się pod wpływem chwili? Ot, jeden pstryk, sekunda niezauważalna dla świata i nagle z porządnego człowieka stajesz się katem?

„Współczesny kryminał to więcej niż opowieść o trupie. Kim jesteśmy jako społeczeństwo, w co wierzymy, o czym marzymy, co nas boli i z czym nie możemy sobie poradzić – to największe zagadki do wyjaśnienia we współczesnej powieści kryminalnej” – tak polski pisarz wypowiedział się dla „The New York Timesa”. W „Gniewie” już to wyraźnie widać – owszem, mamy zbrodnię, i to drastyczną w wykonaniu, ale ważniejsze, że jest ona wynikiem czegoś, co trawi całą społeczność, co jest jej palącym problemem. Można by powiedzieć, że chodzi o system, że to on jest wszystkiemu winien, ale ja się z takim poglądem nie zgadzam, bo za systemem zawsze stoją ludzie. I nawet jeśli są wytyczne sytemu, przepisy i procedury, to powinno iść z nimi w parze bycie człowiekiem. A ileż to razy jest już na to za późno? Dwa okrutne w wymowie słowa: za późno... Ile tragedii wydarzyło się właśnie dlatego, że ktoś zareagował za późno? Także my sami, np. jako sąsiedzi, nie chcący czegoś widzieć?

Ostatnio Miłoszewski ogłosił, że kończy z kryminałem. Cóż, jeśli mam być szczera, to nie martwi mnie to zbytnio. Ja po prostu wiem, i jest to pewność granitowa, że jest on na tyle wytrawnym pisarzem, że poradzi sobie w każdym gatunku, jaki wybierze. „Gniewem” postawił dobitną kropkę nad i - swoim talentem, dając jednocześnie znakomity sygnał, że potrafi napisać także powieść zaangażowaną społecznie. Nowej odsłony jego kunsztu pisarskiego wyglądam zatem z niecierpliwością i czekam, czym Zygmunt Miłoszewski mnie zaskoczy.    

Wyzwanie: "Polacy nie gęsi".        

* Pisząc wstęp, opierałam się na artykułach znalezionych w Internecie, najczęściej w serwisach informacyjnych, oraz na Konstytucji RP.   


18 komentarzy:

  1. Kończy z kryminałem? Ciekawe czym nowym się zajmie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wynikałoby chyba, że coś związanego z kwestiami społecznymi.

      Usuń
    2. Na krakowskich targach książki powiedział, że zacznie pisać romanse ;)

      Usuń
    3. Hm, nie wątpię, że i z tym dałby radę;)

      Usuń
  2. Gniew dostałam w weekend w prezencie. Mam całą trylogię z Szackim. Tylko teraz muszę znaleźć czas na lekturę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aneta, znajdź koniecznie, gwarantuję Ci, że się nie zawiedziesz:)

      Usuń
  3. Mam w planach całą trylogię. Jednak nie wiem, kiedy znajdę na nią czas. Muszę poznać w końcu pióro tego autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak po cichu to bym Ci powiedziała, żebyś rzucała wszystko inne i znalazła czas dla Miłoszewskiego;)

      Usuń
  4. Serię mam zacząć już niebawem, ale teraz wiem, że muszę przeczytać ją całą. Nie ma wymówek :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie znam twórczości tego autora, ale mam na półce ''Uwikłanie'' w filmowej okładce, bo akurat przypadkiem udało mi się zdobyć. Więc najpierw zabiorę się za tę książkę, a potem ewentualnie pomyślę o powyższej pozycji.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przemoc to zło. Zgadzam się. Książkę widziałam ostatnio w księgarni, ale lepiej chyba zacząć od pierwszej części :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, zwłaszcza że będziesz mogła zobaczyć, jak się autor rozwinął pod względem pisarskim;)

      Usuń
  7. Przytoczone przez Ciebie statystyki są przerażające...

    A co do autora, to jak pierwszy raz usłyszałam, że kończy z kryminałem, to wpadłam w coś na kształt czarnej rozpaczy, ale teraz tak sobie myślę (choć "Gniewu" jeszcze nie czytałam), że po prostu zamiast świetnych kryminałów, będziemy mieć świetne książki innego gatunku. Czy to źle? Niekoniecznie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A najgorsze, że niewiele się pod tym względem zmienia. I nie wspomniałam też o morderstwach "honorowych"...
      Zgadza się, będziemy mieć świetne książki, po prostu, niezależnie od gatunku:)

      Usuń
  8. Najpierw muszę przeczytać drugą część ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słusznie, ja też lubię czytać po kolei:)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.