piątek, 3 kwietnia 2015

Monika Orłowska "Kłamstwa i kłamstewka"



Monika Orłowska „Kłamstwa i kłamstewka”, Replika 2013, ISBN 978-83-7674-228-1, stron 228

Doktor Alicja, oprócz tego, że żyje własnym życiem, mocno interesuje się życiem innych. W zasadzie to śledzi każdy krok swoich sąsiadów, dzięki domowemu monitoringowi – tylko głosu nie udało się ustawić, ale to nic, w tej niewielkiej społeczności krakowskiego osiedla wieści szybko się rozchodzą. Sporo się tutaj dzieje, bo osiedle zamieszkują ci starzy, zasiedziali mieszkańcy, będący tutaj jakby od zawsze, oraz ci napływowi. To grozi albo konfliktami nie do pogodzenia, albo chęcią integracji. Co wybierze ta grupa?

Oko doktor Alicji, to własne i elektroniczne, wyłapuje wszystko, co elektryzuje wspólnotę mieszkańców. Na przykład Bartek i Lena są po ślubie cywilnym, ale dopóki nie nastąpi ten jedyny prawdziwy, czyli kościelny, młodzi mają mieć osobne pokoje, bo taka jest wola tatusia dziewczyny. Sylwia, młoda kobieta z doktoratem, nagle, prawie że przed samym ślubem, porzuca narzeczonego, by zacząć spotykać się ze Zbyszkiem, który z wyrokiem na karku nijak do niej nie pasuje. Trzy młode matki spotykają na spacerach, a wkrótce dołącza do nich jeszcze jedna, Lidka, którą dręczy lęk, czy sprawdzi się jako matka adoptowanego chłopczyka.

Monika Orłowska nakładem Repliki wydała trzy powieści, z których miałam okazję czytać „Adama i Ewy”. Na „Kłamstwa i kłamstewka” miałam ochotę już od dawna, ale jakoś się nie składało. Nie wiem, czy na moją ocenę wpłynął fakt, że od tamtego czasu znacząco zmienił mi się gust, ale niestety ich lekturą nie jestem usatysfakcjonowana tak, jakbym sobie tego życzyła. Od powieści obyczajowych zaczęłam wymagać dużo więcej, niż wcześniej, i niestety autorka nie sprostała moim oczekiwaniom. A wszystko przez jeden element, no może w zasadzie dwa.

A zaczynało się nieźle. Emocje wzbudził już sam fakt, że jedna z mieszkanek do tego stopnia chce wiedzieć, co dzieje się u sąsiadów, że bacznie ich obserwuje, a wręcz inwigiluje. Przyznam, że bardzo nie lubię tej ukazanej tutaj cechy typowo polskiej mentalności, która sprawia, że ludzie tak chętnie interesują się życiem innych, co ma miejsce szczególnie na wsiach (sama tam mieszkałam, to wiem, i zawsze mnie to okropnie drażniło). A już najmocniej irytuje mnie to, gdy ktoś chce zabierać głos na czyjś temat, a najczęściej takie zapędy mają ci, którzy nie dostrzegają, że i u nich coś może być bardzo nie w porządku. Ten element wywołał odczucia właśnie dlatego, że jest tak bardzo realny. Ale jakkolwiek lubię fabuły mocno przystające do dobrze znanych mi realiów, tak u Orłowskiej ten realizm ma dwa oblicza, z jednej strony pozytywne, a z drugiej pojawiły się małe zgrzyty. Mieszkańcy w swoich rozmowach poruszali tematy, jakie pewnie w ówczesnym czasie były szeroko dyskutowane w domach milionów Polaków, łącznie z expose premiera. Wszystko rozumiem, autorka chciała pewnie wyrazić swoje poglądy na sprawy społeczne, by mógł się do nich ustosunkować czytelnik, by odnalazł się w problemach literackich krakowian, ale dla mnie było to odrobinę zbyt nachalne, dosłowne i mimo wszystko nie przystające do powieści obyczajowej. Pasowałoby to bardziej do publicystyki, a nie do fikcji, nawet jeśli odznacza się ona takim stopniem realności.

Do plusów zaliczyłabym jeszcze kreację bohaterów – wyrazistą, naturalną, a ich perypetie mogą się także wydawać jak odbite w zwierciadle rzeczywistości. Cóż z tego jednak, skoro wszystko psuje zakończenie. Owszem, jest ono zaskakujące i dla mnie okazało się nieprzewidywalne, ale mówiąc kolokwialnie, bardziej poczułam się zrobiona w balona, niż doceniłam zalety takiego rozwiązania. Bo tak naprawdę to nie wiem, co w ten sposób autorka chciała przekazać?

Jeśli ceni się realizm w powieściach obyczajowych, to bez wątpienia „Kłamstwa i kłamstewka” go miały, moim jednak zdaniem nie został on wykorzystany w pełni. Jest to oczywiście moje subiektywne odczucie, ale jak widać, trudno mi ukryć, że miałam zupełnie inne oczekiwania. 

Wyzwanie: „Polacy nie gęsi”.

12 komentarzy:

  1. Czytałam tej autorki ''Ciszę pod sercem'-fenomenalna, poruszająca powieść, którą gorąco polecam. Powyższej pozycji nie znam, ale będę miała ją na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że "Cisza...", z uwagi na fabułę, spodobałaby mi się bardziej:)

      Usuń
  2. Ciekawie się zapowiada :)
    http://spojrzenie-rosie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam - średnio mi się podobała. Wspomniana przez Cyrysię "Cisza pod sercem" jest o wiele lepsza,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe więc, że jedyna, której nie czytałam, okaże się najlepsza, bo tak szczerze, to treści "Adama i Ew" jakoś nie pamiętam, czyli też pewnie coś mi nie zagrało.

      Usuń
  4. Najpierw chciałabym przeczytać "Ciszę pod sercem". Od tej książki chcę zacząć swoją przygodę z tą autorką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I pewnie jest to bardzo dobra decyzja:)

      Usuń
  5. "Cisza pod sercem" tej autorki ścisnęła mnie za serce i na pewno i ci się spodoba. Tego tytułu jeszcze nie mam, ale wszystko przede mną ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli faktycznie zaczęłam nie od tych, co powinnam;)

      Usuń
  6. Nie czytałam, ale jakoś nie mam ochoty na nią w najbliższym czasie, może kiedyś.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczególnie gorąco namawiać Cię nie będę;)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.