wtorek, 25 kwietnia 2017

Patrycja Gryciuk "Trzy godziny ciszy"



Patrycja Gryciuk „Trzy godziny ciszy”, Czwarta Strona 2017, ISBN 978-83-7976-646-8, stron 344

Gourdon, mała miejscowość na Lazurowym Wybrzeżu, na wskroś francuska, żyjąca z turystów i zapachów perfum. To tam Patrycja przeżyła chwile największego szczęścia, ale i doświadczyła kilku prywatnych końców świata. Właśnie tam poznała miłość swojego życia, ale też jej rodzinę spotkała wielka tragedia. Teraz także Patrycja musi mierzyć się z brutalnością losu – jest śmiertelnie chora, nie zostało jej wiele czasu. Chce sprowadzić do miasteczka Marnixa, ukochanego, z którym rozstała się dziewięć lat temu i nie miała do tej pory kontaktu. Prosi tylko o trzy dni. Wie, że powrót do przeszłości będzie trudny, ale to jedyne, co jeszcze trzyma ją przy życiu...

Patrycję Gryciuk poznałam dzięki jej drugiej książce. „450 stron” dostarczyło mi sporo emocji, ale przede wszystkim urzekło oryginalnością pomysłu na fabułę. Na kolejną powieść przyszło nam się trochę naczekać, a gdy wreszcie zaczęłam ją czytać, pierwsze, co mnie uderzyło, to fakt, że ten utwór jest czymś zupełnie odmiennym. Nie przeczę, moje zaskoczenie było ogromne, ale po pewnym czasie dałam się porwać tej historii. Choć od razu trzeba dodać, że nie ma w niej nic lekkiego – to bardziej opowieść, w którą trzeba się wgryzać i „przetrawiać” ją powoli, przeżywając całym sobą.

„Trzy godziny...” to powieść o cierpieniu. Przynajmniej ja ją tak odbieram, ten element jest dla mnie najistotniejszy, najmocniej dochodzi do głosu. A to, co robi Patrycja, jest chyba powolnym odchodzeniem. Nie nazywa choroby, mówi o niej „TO”, a my jesteśmy świadkami całego procesu - od początkowej niezgody na to, co ją spotkało, do poddawania się, gdy sił ubywa, a przybywa świadomości, ile rzeczy wydarzy się, gdy jej już nie będzie. Nie da się do tego wątku podejść bez emocji, na chłodno; opowieść Patrycji przejmuje do głębi, a jeszcze mocniej przejmuje zabieg, którego dokonała autorka w pewnym momencie. To kolejne zaskoczenie, a zapewniam, że było ich jeszcze kilka, przy czym o żadnym nie da się napisać nic więcej, by nie zdradzić kluczowych elementów fabuły.

Teraźniejszości głównej bohaterki nieustannie towarzyszą myśli o przeszłości. Z jednej strony miała niebywałe szczęście, bo spotkała miłość swojego życia, ale jednocześnie od samego początku była to miłość naznaczona, skażona cierpieniem i bólem innych; czymś, co kładło się na niej cieniem. Gdzieś u boku Patrycji i Marnixa zawsze stały wyrzuty sumienia, które nigdy nie milkły.

Mam z tą książką mały problem. Bohaterka nazywa się tak jak autorka, kilka innych szczegółów również wydaje się pochodzić z jej życia, a ja nie potrafię się nie zastanawiać, ile z opisywanych wydarzeń miało miejsce naprawdę, do jakiego stopnia postaci „Trzech godzin...” mają swoje odpowiedniki w rzeczywistości. I jeszcze ta dedykacja dla rodziców z dopiskiem „kochają mnie bardzo, więc jest szansa, że wybaczą mi tę książkę”. Generalnie nie lubię takich sytuacji, tych domysłów – jeśli to fikcja, zmieniłabym imiona i drobiazgi ułatwiające rozpoznanie, a jeśli prawda – zrobiłabym to tym bardziej. Zdecydowanie bardziej opowiadam się za rozdziałem fikcji literackiej od książki noszącej cechy autobiografii.

„Trzy godziny ciszy” to historia o życiu na dwóch biegunach: namiętności i szaleństwa. A może na jednym, bo czyż każda wielka namiętność nie jest do pewnego stopnia szaleństwem? Może to dwie strony tego samego uczucia, jakim jest miłość? Patrycja Gryciuk napisała powieść – a może raczej książkę, bo nie podejmuję się określenia na sto procent gatunku – w moich oczach bardzo specyficzną, choć pod względem literackim i językowym nie można jej niczego zarzucić. Czy polecam? Raczej dość ostrożnie, bo nie jest to lektura łatwa. A sama bardzo bym chciała mieć pewność, co pochodzi z prawdziwego życia, a co jest tylko kwestią licentia poetica.

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

http://czwartastrona.pl/

16 komentarzy:

  1. Trochę się zawiodłam poprzednią książką autorki i teraz sama nie wiem, czy ta powieść ma szansę mi się spodobać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze, że nie potrafię Ci jednoznacznie polecić.

      Usuń
  2. Kapitalna okładka. Co do samej książki to muszę się zastanowić .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, świetna kompozycja.

      Usuń
  3. Piękna okładka, brawo dla wydawnictwa, ona sama skłania do kupienia książki. Zaciekawiła mnie Twoja recenzja i pomimo faktu, ze rzadko kiedy sięgam po polskich autorów tym razem chyba zrobię wyjątek. Lubię trudne, skomplikowane gatunkowo powieści to takie wyzwanie dla umysłu ;) recenzja piękna, blog dodaje do obserwowanych licząc na kolejne inspiracje .
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie

    Czytankanadobranoc.blogspot.ie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czwarta Strona generalnie ma piękne okładki:)
      Dzięki za miłe słowa.

      Usuń
  4. Właśnie moja mama miała bardzo podobne odczucia do Twoich, nie umiała jednoznacznie podsumować. Bo właśnie językowo nie miała do czego się przyczepić, natomiast całość bardzo trudna do oceny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to dobrze, że ktoś jeszcze ma podobne odczucia.

      Usuń
  5. Raczej nie przeczytam tej książki, wystarczy mi własnych...

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam ,,450 stron'' i byłam bardzo zadowolona, ale do powyższej pozycji podchodzę jakoś ostrożnie. Mimo wszystko planuję ją poznać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie jest to książka, do której można podejść ot tak, na całkowitym luzie.

      Usuń
  7. Już wiem, że chcę przeczytać tę książkę. Nie stronię od powieści z cierpieniem w roli głównej, jednak na pewno rozejrzę się za nią za kilka tygodni, kiedy aura będzie mi bardziej sprzyjać. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, ponura pogoda za oknem tylko spotęguje emocje.

      Usuń
  8. Ja też czytałam „450 stron”. Jestem ciekawa kolejnej książki autorki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewniam Cię, że jest zupełnie inna, przynajmniej w moich oczach.

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.