sobota, 22 kwietnia 2017

Magdalena Knedler "Nic oprócz śmierci"



Magdalena Knedler „Nic oprócz śmierci”, Czwarta Strona 2017, ISBN 978-83-7976-632-1, stron 536

Anna Lindholm wraca do Helu. Ciągle nie wie, jak poukładać swoje życie; gdzie, a przede wszystkim, czy w ogóle osiąść i stworzyć swój dom; jak odciąć się od myśli o traumatycznych wydarzeniach z przeszłości i trudnych relacjach rodzinnych. Gdy więc pewna kobieta, znana jej do tej pory tylko ze słyszenia, zwraca się do byłej komisarz policji z prośbą o pomoc dla wnuka, Anna traktuje to jako szansę odłożenia w czasie wiążących decyzji. Wyjeżdża do Wiednia, gdzie w pracowni rzeźbiarskiej Ernsta Bauera zostają znalezione zwłoki kobiety, upozowane właśnie na rzeźbę. Głównym podejrzanym szybko staje się właściciel, który znał ofiarę i zdaje się mieć solidny motyw. Nie pomaga sobie także swoją ucieczką, ale jego babka jest niezbicie przekonana, że jedyny wnuk jest niewinny. Czy Annie uda się odnaleźć mężczyznę i dowieść tej zakładanej niewinności?

Magdalena Knedler jest pisarką o wielu obliczach – każda jej nowa książka to zaskakująca odmiana i nowe rozdanie w jej literackim repertuarze. Mało tego, że każda powieść różni się od pozostałych, to i każdy tom trylogii „Nic oprócz...” także ma zupełnie inny charakter. W pierwszym, „Nic oprócz strachu”, wydawało się, że autorka pójdzie w kierunku surowych, mrocznych kryminałów skandynawskich. W drugim jednak wykonała gwałtowny zwrot, przenosząc swoją bohaterkę na południe kontynentu, do Wenecji. Trzecia część to także nowa podróż, nowe miejsce i ludzie – Wiedeń, ze śladami jednej z najpotężniejszych, europejskich dynastii na każdym kroku i wywodzącym się właśnie od Habsburgów umiłowaniem... śmierci oraz związanego z nią ceremoniału. W zasadzie można by chyba zaryzykować stwierdzenie, że „Nic oprócz milczenia” i „Nic oprócz śmierci” to kryminały miejskie - bardzo szeroko ujmując to określenie, bo nie mam na myśli jedynie wiernie odmalowanej topografii – ze znakomicie oddanym tętnem Wenecji i Wiednia; wszystkim tym, co składa się na żywą, pulsującą tkankę tych miejsc. Spojrzenie z bliska, na szczegół, detal, ale i dalsza perspektywa, skierowanie uwagi na to, co aktualne, przy jednoczesnym uchylaniu kurtyny przeszłości, a ten całokształt oddany wiernie, plastycznie, z pazurem i w taki sposób, że nie tylko Anna Lindholm i ludzie z jej otoczenia są najważniejszymi postaciami; tło wydarzeń, atmosfera, klimat stają się równocześnie wielce znaczącym bohaterem.

Powiedzieć, że jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak Knedler zbudowała całą trylogię, to jak nic nie powiedzieć. Ogarnąć tyle wątków i ani na chwilę nie wypuścić ich z rąk, to naprawdę wielka sztuka – wyobrażam sobie pisarkę jako najgenialniejszego reżysera, który z lekkością kieruje swoimi aktorami (bohaterami) i wydobywa z nich wszystko to, co najlepsze. To porównanie jest o tyle zasadne, że w fabule dużą rolę odgrywa sztuka: teatr (bo czyż karnawał w Wenecji nie jest swego rodzaju teatrem?), literatura, rzeźba, a historyczna odsłona tych dziedzin wyjątkowo mocno rzutuje tutaj na teraźniejszość. Ta warstwa powieści świadczy nie tylko o erudycji autorki, ale i o jej niezwykłym talencie do przekuwania tej swojej cechy charakterystycznej we frapującą opowieść potrafiącą trzymać czytelnika w szachu od pierwszej do ostatniej litery.   

Śledztwa, w które wikła się Anna, to jedno, drugie to ona sama jako kobieta i jako człowiek. Tym razem będzie musiała zmierzyć się ostatecznie z własnymi uczuciami i uporządkować relacje z mężczyznami jej życia: Lajonem, Tonim. Jako że Lindholm od początku była skomplikowana wewnętrznie, to trochę czasu jej to zajmie... Mogę tylko zdradzić, że to, co wybrała dla niej autorka, bardzo mnie usatysfakcjonowało.

Coś się kończy, coś się zaczyna. Jedyna w swoim rodzaju wyprawa z Anną Lindholm w świat mrocznych przejawów ludzkiej duszy dobiegła końca. Oczywiście, że jest mi trochę żal, że stało się to tak szybko, ale z drugiej widać nadszedł czas na nowe wyzwania, a nie wątpię, że Magdalena Knedler już coś chowa w zanadrzu, więc im podoła. Pozostaję w wielkim podekscytowaniu, co zaoferuje nam następnym razem, i jestem przy tym przekonana, że będzie to coś wspaniałego, kolejna bomba i prawdziwa perełka – nic innego spod pióra Knedler nie wychodzi.

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.  

http://czwartastrona.pl/

6 komentarzy:

  1. A ja jeszcze nie znam prozy tej autorki. Muszę to koniecznie zmienić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Twórczość tej autorki ciągle przede mną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony Ci tego zazdroszczę;)

      Usuń
  3. Ciekawa jestem bardzo jaki będzie finał tej historii. To będzie moja lektura na maj. :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.