sobota, 11 marca 2017

Jennifer Jordan "Okrutny szczyt"


Jennifer Jordan „Okrutny szczyt. Kobiety na K2”, wyd. 2., Wyd. Dolnośląskie 2016, ISBN 978-83-271-5514-6, stron 392

Wspinaczka to dziedzina zdominowana przez mężczyzn. Oczywiście nie jest to sport zarezerwowany wyłącznie dla panów, ale nie da się ukryć, że to oni wspinają się częściej. Były i są jednak kobiety, które dorównują im pasją, siłą, talentem i entuzjazmem, a wśród nich również Polki: m. in. Wanda Rutkiewicz, Anna Czerwińska czy wspinająca się obecnie Kinga Baranowska. Właśnie Wanda Rutkiewicz jest jedną z bohaterek „Okrutnego szczytu”.

Jennifer Jordan to amerykańska dziennikarka, która swego czasu zainteresowała się działalnością kobiet w górach wysokich. Inspiracją, która ostatecznie pchnęła ją do niniejszej książki, była informacja, że w 1998 r. zginęła ostatnia z kobiet, które zdobyły K2, drugi najwyższy szczyt Ziemi. To właśnie wtedy autorka sprecyzowała swój cel: przedstawić te, którym się to udało, które zwyciężyły tę okrutną górę, choć trzy z nich zostały w niej na zawsze.

Wanda Rutkiewicz, Liliane Barrard, Julie Tullis, Chantal Mauduit, Alison Hargreaves. Pięć kobiet, które do czasu ukończenia książki, postawiły stopę na wierzchołku K2. Jordan nie ograniczyła się, na szczęście, do przedstawienia samych tylko wypraw na tę akurat górę, ale przybliżyła całe ich życie. Choć wszystkie kochały góry, każda wspinała się z innych powodów. Tullis, Mauduit, Rutkiewicz – dla samych siebie. Barrard chyba w gruncie rzeczy dla męża, kochała go tak bardzo, że szła za nim wszędzie i robiła dla niego wszystko. Hargreaves – z ambicji, a częściowo także dla pieniędzy. Oczywiście ich motywacje były o wiele bardziej złożone, ja przedstawiam je w wersji mocno skróconej i uproszczonej. 

„Okrutny szczyt” jest smutny. Niełatwo czyta się książkę, z której każdej strony unosi się duch jakiegoś fatalizmu i czekanie na tragedię. O ile można to stopniować, to chyba najgorzej czytało mi się rozdziały poświęcone Rutkiewicz – z uwagi na jej samotność (a jeden fragment „nadprzyrodzony”, że tak go nazwę, zjeżył mi włosy na głowie) – oraz Alison Hargreaves. Nie zadaję sobie już pytań, dlaczego alpiniści się wspinają, ale w jej przypadku nie potrafiłam inaczej. Łzy płynęły mi po twarzy, gdy zastanawiałam się, dlaczego jednak nie odpuściła, dlaczego ten jeden raz, mimo zmęczenia i wątpliwości, jednak zdecydowała się na atak szczytowy, mimo że miała tak małe dzieci. I choć daleka byłam od myśli czy określeń, jakimi posługiwała się w stosunku do jej osoby prasa, gdy nie wróciła z K2, to jednak tak strasznie żałowałam, że poszła z obozu w górę, a nie w dół; że jej życie tak się ułożyło, że musiała do tego stopnia walczyć o pieniądze.   

Przykro było również czytać o tym, że oprócz przeciwności związanych z samą naturą, kobiety himalaistki musiały również walczyć z mężczyznami; jak potrafili oni zarzucać im np., że wcale nie dotarły na szczyt. Albo to, jak niektórzy zachowywali się w górach. Straszne to, ale świadczy jedynie o małości tych ludzi...

Tak jak wspomniałam, „Okrutny szczyt”, jak zresztą większość literatury wysokogórskiej, rodzi raczej uczucia smutku i żalu, ale jednocześnie jest tekstem fenomenalnym dla wszystkich tych, którzy po taką literaturę sięgają. Przy całym przerażeniu czy grozie, jaką wywołuje, czyta się go znakomicie i z trudem można się od niego oderwać. Polecam szczególnie miłośnikom gatunku, ale i tym, którym bliskie są losy kobiet sięgających w życiu wysoko.

4 komentarze:

  1. Hmm straszna jest ta rywalizacja i umniejszanie sukcesu kobiet przez mężczyzn. To bardzo smutne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety. Szkoda, że wtedy brakowało zwyczajnej solidarności.

      Usuń
  2. Mimo niełatwej tematyki, bardzo chcę poznać tę książkę.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.