sobota, 22 października 2016

Mercedes Salisachs "Wygnana królowa"



Mercedes Salisachs „Wygnana królowa”, Między Słowami 2016, ISBN 978-83-240-2719-0, stron 320

Królowa Wiktoria Eugenia, po latach wygnania, wraca do swojej drugiej ojczyzny. Dla wnuczki angielskiej królowej Wiktorii Hiszpania stała się domem, gdy poślubiła Alfonsa, młodego króla. Nie była to szaleńcza, nieokiełznana miłość, najpierw połączyła ich przyjaźń. Ale obydwa uczucia bardzo szybko zostają wystawione na próbę. Dzień zaślubin zostaje naznaczony piętnem zamachu, w którym mogli zginąć. Rozdźwięk między małżonkami pogłębia się, gdy okazuje się, że ich dwaj synowie cierpią na hemofilię. Alfons nawet nie stara się dochowywać wierności, a Wiktoria może liczyć jedynie na ciche wsparcie swojej teściowej. Oboje nie wiedzą jeszcze, że najgorsze dopiero przed nimi. Teraz Wiktoria Eugenia wraca pamięcią do zabliźnionych ran i chwil szczęścia, jakie wypełniły jej życie.

Tych, którzy zaglądają do mnie regularnie i znają mój gust, wybór „Wygnanej królowej” nie powinien dziwić. Właściwie już samo słowo „królowa” w tytule sprawia, że staję na baczność i najczęściej wpisuję taką książkę na listę pozycji do przeczytania. Z tą było tak samo; zaintrygowanie wzbudzał dodatkowo przymiotnik „wygnana”, gdyż uświadomił mi kolejne luki w wiedzy, bo nie wiedziałam z początku, jaka królowa i skąd wygnana. Po przeczytaniu opisu dotarło do mnie, że tak właściwie niewiele wiem również o historii hiszpańskiej rodziny panującej, więc uznałam, że to dobra okazja, by trochę zmienić ten stan rzeczy. Nie będę ukrywać, że, rozczytana w beletrystyce historycznej, oczekiwania wobec fabuły pióra Mercedes Salisachs miałam duże, szczególnie że autorka otrzymała za nią nagrodę dla najlepszej powieści historycznej. Czy czuję się więc usatysfakcjonowana? Z przykrością stwierdzam, że nie bardzo.  

Powieść rozpoczyna się w momencie, gdy Wiktoria, przez bliskich zwana Eną, przyjeżdża do Hiszpanii na chrzest swojego prawnuka, Filipa (obecnego króla Hiszpanii). Powrót na hiszpańską ziemię staje się swego rodzaju katalizatorem i uwalnia wspomnienia, przenosząc królową stojącą u schyłku życia do wydarzeń z młodości i lat małżeństwa. Relacja teraźniejsza przeplata się z tym, co przeszło już do historii. I właśnie do tego sprowadza się moje rozczarowanie – zupełnie nie trafiła do mnie taka forma przekazu. Albo może inaczej to ujmę: wszystko byłoby dobrze, gdyby autorka snuła wspomnienia swojej postaci w porządku chronologicznym, a tak właściwie mamy tutaj jeden wielki miszmasz czasowy. Na jednej stronie Wiktoria wychodzi za mąż, by kilka chwil później mieć już dorosłe dzieci. Jednego dnia pracuje na rzecz kraju i najuboższych, zajmuje się dobroczynnością, by następnego wspominać swoje wygnanie, przy czym nie znamy na początku przyczyn, dla których w ogóle ono nastąpiło. Zdarzało się też często, że bohaterka sygnalizowała jakiś wątek, ale nie kontynuowała go w tym samym miejscu, więc trzeba się było naczekać, by dowiedzieć się, co było dalej. Przez ten brak spójności czasowej miałam też miejscami wrażenie, że pisarka się powtarza, a przy zachowaniu linearności udałoby się tego uniknąć.

Jakkolwiek sądzę, że Salisachs dość dobrze sportretowała Wiktorię Eugenię jako kobietę i władczynię, to jednocześnie wyposażyła ją w skłonność do uogólniania czy podsumowywania. Nie ma w tym nic dziwnego, w końcu to postać, która powoli żegna się z życiem, która wiele przeszła i dużo wycierpiała; ale styl, jakim posłużyła się przy tym pisarka, wyjątkowo mnie drażnił. Całość naszpikowana została zdaniami, które nie zawsze były jasne i logiczne, a przy tym skręcały w stronę mało przystępnej filozofii, np. „Żyć musi znaczyć: dzielić na części bezużyteczną przeszłość i starać się odbudowywać uczucia, które przez to, że były uważane za wieczne, z biegiem lat utraciły swoje znaczenie” (str. 86). Nie potrafiłam się do tego przyzwyczaić, niepotrzebnie rozwlekało to narrację, a w sumie niewiele do niej wnosiło.

„Wygnana królowa” ma fragmenty, które czytałam z zainteresowaniem i w miarę płynnie, ale niestety większość tekstu szła mi jak po grudzie, męczyłam się. Na pewno nie tego chciałam, zakładałam raczej na początku, że recenzja będzie entuzjastyczna. Szkoda, że tak się nie stało. Nie mówię, że to zła książka, po prostu proza Mercedes Salisachs zupełnie nie przypadła mi do gustu.  

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Między Słowami (Znak). 

http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,15769,Wygnana-krolowa

8 komentarzy:

  1. Brak spójności czasowej mnie bardzo zniechęca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, to bardzo utrudnia lekturę.

      Usuń
  2. Skoro większość tekstów szła Ci jak po grudzie, to ja zdecydowanie dam sobie spokój z tą książką.

    OdpowiedzUsuń
  3. Historia wydaje się być bardzo ciekawa i interesująca. Jednak ja także nie lubię takich wtrąceń w tekście, które wybijają mnie z rytmu, mącą w głowie, a nie wnoszą nic istotnego. Zniechęca mnie to do tego stopnia, że nie raz przerwałam czytanie w połowie i już do tego nie wróciłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, niestety, że tu mogłoby być podobnie.

      Usuń
  4. A skoro o królowych mowa... Dostałam książkę "Berło i krew. Królowie i królowe Europy na wojnie 1914-1945". Tylko jakoś trudno mi się zebrać i zabrać do tego tomiszcza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, nawet nie wiesz, jak CI zazdroszczę:) Bardzo bym chciała przeczytać "Berło i krew".

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.