czwartek, 6 października 2016

Katarzyna Enerlich "Rzeka ludzi osobnych"


Katarzyna Enerlich „Rzeka ludzi osobnych”, MG 2016, ISBN 978-83-7779-362-6, stron 304

Katarzyna jest aktorką. Przez jej życie przeszedł w ostatnim czasie huragan, ponieważ straciła dwóch najważniejszych mężczyzn swojego życia. Postanowiła więc wziąć urlop od codzienności; swoje mieszkanie wynajęła na pół roku, a sama znalazła dla siebie starą chatę na Mazurach. Problemy zaczynają się już na samym początku, bo kobieta, typowa mieszkanka miasta, nie potrafi nawet rozpalić ognia w piecu. Z czasem jednak odkrywa, jak wiele przyjemności dają proste czynności, zwyczajna kuchnia i spotkania z ludźmi, którzy mogą wiele powiedzieć o przeszłości Wojnowa nad Krutynią, które położone w lasach Puszczy Piskiej stało się miejscem do życia staroobrzędowców i mniszek z klasztoru nad jeziorem Duś. Historia, która zaczyna się w 1830 r., kryje w sobie wiele tajemnic, a możliwość odkrycia części z nich budzi przerażenie w Auguście, najbliższej sąsiadce Katarzyny...

Gdyby ktoś zapytał mnie o literackie skojarzenia z Mazurami, chyba pierwsze przyszłoby mi na myśl nazwisko Katarzyny Enerlich. Pisarka z Mrągowa konsekwentnie realizuje obraną ścieżkę i pisze o ludziach oraz wydarzeniach związanych z Krainą Wielkich Jezior. Sama uprawia hatha jogę i propaguje zdrowy styl życia w zgodzie z naturą i rytmem przyrody. Te elementy znajdują swoje odzwierciedlenie także w jej książkach, a dzięki temu są one tak wiarygodne – doskonale widać, że autorka wie, o czym pisze, i że nie jest to wyłącznie na pokaz.

„Rzeka ludzi osobnych” dla mnie osobiście jest takim zbiorem powieści w jednej powieści, ponieważ mamy tutaj kilka na równi ważnych bohaterów i wątków z nimi związanych. Wydawać by się mogło na początku, że to będzie utwór o Katarzynie, ale potem pojawia się historia Augusty i poznajemy dzieje kobiet z jej rodu. Bohaterem staje się także wojnowski lekarz Sidor Kurt oraz mateczka Antonina Kondratiewna. I każda postać ma swoją rzekę, dla każdego inaczej ona płynie. Te pamiętniki wspomnianych wyżej osób są oparte na prawdziwych i pojawiają się na kartach książki nieprzypadkowo, autorka miała w tym względzie konkretny cel – chciała ocalić je od zapomnienia, tak jak chciała „opowiedzieć staroobrzędowy świat, póki jeszcze żyją wyznawcy” (okładka). Ich losy splatają się z wielką historią, tak jak i zresztą wpływa ona na życie pozostałych postaci, nawet jeśli im samym wydaje się, że żyją na końcu świata, z dala od problemów wielkich miast. Osobno. Ale to „osobno” jest jednak tylko do pewnego stopnia.

Narracja „Rzeki...” płynie leniwie, niespiesznie, ale jednocześnie bardzo intrygująco z uwagi na fakt, że rozdziały dotyczące poszczególnych osób przeplatają się ze sobą, nie mają porządku chronologicznego czy linearnego. I nie wiem, jak Enerlich to robi, ale obcując z jej prozą, naprawdę odczuwa się potrzebę, żeby samemu zwolnić, żeby zakosztować takiego prostego życia bez pośpiechu i wygód, które wydają nam się absolutnie niezbędne. Pojawia się też potrzeba - czy tęsknota - bliskości z drugim człowiekiem, przyjaźni i miłości, ale przede wszystkim jego obecności.

Bardzo miło spędziłam czas na lekturze „Rzeki ludzi osobnych”, choć przecież Katarzyna Enerlich nie pisze tylko o radości i szczęściu, ale także o bólu, cierpieniu, poczuciu winy i krzywdzie. Mimo to, powieść ta ma w sobie naprawdę wiele uroku, który nie pozwala oddać się słowami do końca. Dlatego warto mu się poddać osobiście.  

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu MG.

http://www.wydawnictwomg.pl/

12 komentarzy:

  1. Uwielbiam książki autorki i mam tę w planach. Na pewno się nie zawiodę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam ostatnio skrzywienie kolorystyczne i okładka kojarzy mi się z czarnymi i białymi protestami. O_o
    A co do książki, jeszcze żadnej tej autorki nie czytałam, choć zdaje się, że coś mam na półce.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ona fantastycznie pisze, szkoda że jest stosunkowo słabo rozreklamowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalazłabym jeszcze kilka takich osób, np. o Grażynie Jeromin-Gałuszce to samo można powiedzieć.

      Usuń
  4. Boże, to ja chyba jako jedyna nie mogę się przemóc do stylu pani Kasi, którą bardzo lubię, ale no może jeszcze nie teraz one dla mnie. Mama jest zachwycona. Mam nadzieje, że niebawem i u mnie zaskoczy. Musi przyjść TEN moment :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta powieść mi się podobała, nie przepadam za to za "Prowincją...", czytałam dwa tomy i strasznie wkurzała mnie główna bohaterka;)

      Usuń
  5. Niesamowite było w tej książce właśnie to, o czym piszesz na końcu - że mimo całego ogromu bólu i cierpienia będącego udziałem bohaterów, lektura jest naprawdę przyjemna. Moim zdaniem powieść jest skrojona świetnie i zdecydowanie jest jak do tej pory najlepszą książką autorki, jaką miałam przyjemność czytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że jesteśmy podobnego zdania:)

      Usuń
  6. Czytałam i podzielam Twoje zdanie. Chociaż nie jest to opis samych szczęśliwych dni, to autorka sprawnie lawiruje historią bohaterów i czas przy książce upływa niemiłosiernie szybko. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.