środa, 9 września 2015

Magdalena Knedler "Pan Darcy nie żyje"



Magdalena Knedler „Pan Darcy nie żyje”, Czwarta Strona 2015, ISBN 978-83-7976-278-1, stron 344

W Bridebridge Hall ekipa filmowa przygotowuje się do zdjęć: będą kręcić kolejną wersję „Dumy i uprzedzenia” Jane Austen. Producent zaangażował same gwiazdy: Alan Fawley jako reżyser, scenariusz napisany przez Oscara Lyne’a, za kostiumy będzie odpowiadała Bell Kennedy, no i aktorzy: Rosie Hinds jako Jane Bennet, Ben Rudd jako pan Bingley i wreszcie największa sława w głównej roli żeńskiej, czyli Zoe Alcott jako Elizabeth Bennet. Ach, nie zapominajmy o panu Darcym – tu wszyscy czują jednak, że producent się nie popisał. Peter Murphy jako pan Darcy? Blondyn?! W dodatku z lokiem na grzywce?! Niby z której strony on podobny do najsłynniejszego filmowego Darcy’ego, czyli Colina Firtha? 

Od początku nic nie idzie dobrze. Zoe, po poprzedniej roli narkomanki, jest przeraźliwie chuda i stanowczo nie pasuje do dziewiętnastowiecznych kanonów urody. Jane Austen w grobie się pewnie przewróciła, gdy okazało się, że ze scenariusza adaptacji zniknęły dwie siostry Bennet. No i Peter Murphy, który wydaje się mieć zatargi ze wszystkimi znaczniejszymi członkami ekipy. Gdy aktor spada z balkonu i zabija się na kamiennym bruku, nikt nie wierzy w jego samobójstwo, każdy za to robi wszystko, by nie ujawnić tajemnic, jakie skrywa. Komu więc najbardziej zależało na pozbyciu się odtwórcy roli pana Darcy’ego?

Najpierw „Przypadki pewnej desperatki”. Potem „Warszawski niebotyk”. Teraz „Pan Darcy nie żyje”. W niedługim czasie przeczytałam trzy powieściowe debiuty i z przyjemnością mogą stwierdzić, że Wydawnictwo Czwarta Strona ma niesamowity talent do znakomitych utworów. I ich autorek. Magdalena Wala, Maria Paszyńska, Magdalena Knedler – te nazwiska warto zapamiętać, bo mam wrażenie, a może nawet pewność, że na jednej książce nie poprzestaną, że mają jeszcze wiele do powiedzenia / napisania. Ja w każdym razie żywię wielką nadzieję, iż dostanę jeszcze szansę obcowania z prozą w ich wykonaniu. Bo tworzą fabuły na najwyższym poziomie. Choć, oczywiście, każda z nich pisze w innym stylu.

Magdalenie Knedler nieobce są recenzje, felietony i krótkie formy literackie. Natomiast swoim debiutem tylko potwierdza to, że droga, którą wybrała, wcale nie jest przypadkiem. Bo oto dostajemy książkę, która jest dziełem kompletnym i skończonym. Jak dla mnie, Knedler nie musi niczego poprawiać, zmieniać, by mogła mówić o sobie, że jest „pełnoprawną”, dojrzałą pisarką. W jej przypadku nie trzeba czekać na następne powieści z nadzieją, że się „rozkręci”, bo to już nastąpiło. Już teraz widać, jak wielkim potencjałem dysponuje i że potrafi zrobić z niego użytek.

Nie lubię, gdy polscy autorzy akcję swoich utworów przenoszą na niepolski grunt; nasze rodzime realia odpowiadają mi w prozie zdecydowanie bardziej. Ale Magdalena Knedler swoim pomysłem, jego świeżością i nietuzinkowością, kupiła mnie całkowicie. A tym bardziej trzeba przyznać, że polskie warunki tutaj by się nie sprawdziły – bo szczerze mówiąc, jakoś nie widzę polskiej ekranizacji „Dumy i uprzedzenia”. Siłą więc rzeczy akcja musi toczyć się w Anglii, w nastroju wielkiej, międzynarodowej produkcji. Inspiracją były dla autorki zdjęcia z jednej z adaptacji, oglądane przy okazji pisania pracy magisterskiej na temat szlachty angielskiej i jej obrazu przedstawionego w filmowych wersjach książek Austen. Jedna myśl: co by było, gdyby aktor grający główną rolę męską zleciał z balkonu, i oto jest odpowiedź.   

Kryminał? Komedia? Powieść obyczajowa na szerokim tle społecznym? Myślę, że elementy każdego z tych gatunków u Knedler znajdziemy. Mamy kryminał – bo w końcu są i zwłoki – i to w tym klasycznym wydaniu, czyli z ograniczoną liczbą osób, które mogły dopuścić się zbrodni, a z których każda miała solidny motyw, by pozbawić ofiarę życia, by już nie szkodziła innym. Komedia trochę też, gdy spojrzeć na całokształt tego, co robią bohaterowie, byleby tylko nie zdradzić swoich sekretów, choć jak się później okazuje, nie są one tak straszne, jak oni sami o tym myślą. I wreszcie powieść obyczajowa, bo obserwujemy relacje między postaciami, a jednocześnie wnikamy w światek celebrycki, z jego skandalami, aferkami, z wszystkim tym, co tak typowe dla współczesnych czasów. Magdalena Knedler namalowała żywiołowy kolaż, barwną mozaikę, z której każdy może wynieść coś dla siebie. I znakomicie się przy tym bawić.  

„Pan Darcy nie żyje” pokazuje, jak intrygująco i interesująco można przejść od fascynacji dziewiętnastowieczną, angielską pisarką do na wskroś współczesnego, zabawnego kryminału. Proza Magdaleny Knedler zasługuje na uwagę, a jest ku temu kilka ważnych powodów: soczysty, naturalny język i styl, wyraziści bohaterowie oraz umiejętność trzymania czytelnika w napięciu po ostatnią stronę. Brawa. Właśnie takie książki chcę czytać.

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

http://czwartastrona.pl/ksiazki/pan-darcy-nie-zyje/


Wyzwanie: „Polacy nie gęsi”.

31 komentarzy:

  1. Ten zarys fabuły brzmi po prostu genialne! Już nie mogę się doczekać lektury, czekam na własny egzemplarz i chyba z wrażenia poturbuję listonosza! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Twoje emocje i co jak co, ale w tym przypadku listonosz powinien być wyrozumiały;)

      Usuń
  2. Naprawdę zaciekawiłaś swoją recenzją powieści Knedler:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka zaciekawiła mnie już gdy zobaczyłam ją w zapowiedziach. Wszystko co łączy się z powieściami pani Austen od razu zwraca moją uwagę :) Po książkę na pewno sięgnę, szczególnie po Twojej pozytywnej recenzji. Pozdrawiam :)
    http://biegiemdoksiazki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem przekonana, że nie pożałujesz:)

      Usuń
  4. Chciałam ją przeczytać odkąd pojawiła się w zapowiedziach. A Twoja recenzja jeszcze bardziej mnie zaintrygowała! Też raczej nie lubię, kiedy polscy autorzy umieszczają akcję poza Polską. Ale cieszy mnie to, ze tutaj autorka dobrze sobie poradziła :)

    Insane z przy-goracej-herbacie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poradziła sobie tak dobrze, że aż się zapomina o jej narodowości;)

      Usuń
  5. Muszę ją mieć! Koniecznie! Może się jeszcze uda ją zdobyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam na nią apetyt od zapowiedzi, a Ty go jeszcze podsyciłaś

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też nie lubię, gdy polscy autorzy akcję swoich utworów przenoszą na niepolski grunt. Ale skoro tym razem jest zupełnie inaczej, to ja chyba zaryzykuje i skuszę się na powyższą lekturę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam sporo zachwalających recenzji tej książki. Teraz chcę ją przeczytać jeszcze bardziej!
    pozdrawiam ;)
    Latające książki

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie lubię takich przeróbek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to nie jest przeróbka! To jest powieść inspirowana dziełami Jane Austen, a precyzyjniej - ich ekranizacjami:)

      Usuń
  10. No i niepotrzebnie przeczytałam twoja recenzję, żałuję, że nie zdecydowałam się na książkę:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak czasami mam. Ale może uda Ci się to jakoś nadrobić.

      Usuń
  11. Jakie interesujące połączenie gatunków. Może przeczytam z ciekawości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj. Taka wielbicielka polskiej literatury jak Ty powinna poznać nową autorkę:)

      Usuń
  12. Brzmi jak oryginalna historia. Czuję się jak najbardziej zachęcona :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oryginalności tej historii odmówić nie można:)

      Usuń
  13. Długo się wahałam nad tą książką, ale i nawet po przeczytaniu Twojej pozytywnej opinii jakoś nie czuję się pewna czy to jest to, co bym z radością czytała :):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojoj, no to chyba faktycznie, skoro się nie wyrywasz już na dzień dobry, to słuchaj intuicji:)

      Usuń
  14. Ujęła mnie oryginalna fabuła i przy najbliższej wizycie w księgarni kupię książkę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że uznasz ten zakup za udany:)

      Usuń
  15. Jakoś nie myślałam, że ta książka może mnie zaciekawić, ale skoro Ty ją polecasz, to jednak chętnie zaryzykuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę Cię mieć na sumieniu, jeśli Ci się nie spodoba, ale zaryzykuj:)

      Usuń
  16. Twoja opinia chyba trochę bardziej przekonała mnie do tej książki.
    Sam opis na okładce, jak i okładka nie wydały mi się zbyt zachęcające.
    http://jejwysokoscksiazka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.