poniedziałek, 21 września 2015

"Pilecki. Śladami mojego taty"



„Pilecki. Śladami mojego taty”, Z Andrzejem Pileckim rozmawiają Mirosław Krzyszkowski i Bogdan Wasztyl, Znak Horyzont 2015, ISBN 978-83-240-3437-6,  stron 320

Mówi się czasem, że nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Myślę sobie jednak, że do pewnego stopnia jest. Skąd taki wniosek? Z obserwacji historii. Po teoretycznym zakończeniu II wojny światowej, w Polsce toczyła się zaciekła walka o wyeliminowanie ze społeczeństwa działaczy niepodległościowych i konspiracyjnych, inteligencji, przedstawicieli wojska i partyzantów ukrywających się w lasach – wszystkich, którzy nie godzili się z nowym porządkiem i narzuconym siłą ustrojem. Nowa władza rozbudowała aparat „bezpieczeństwa”, a jego członkowie systematycznie mordowali własnych rodaków. Nie wystarczało im pozbawianie ich życia, za rozkazem śmierci szedł rozkaz wymazywania z pamięci – nie oddawano ciał rodzinom, a wrzucano do masowych grobów; obrzucano obelgami i propagandowymi określeniami. Ale oprawcom nie udało się zatrzeć całkowicie śladów po tych wybitnych ludziach. Pamiętały rodziny, pamiętali bliscy, a przyszedł wreszcie czas, że pamięta całe społeczeństwo. Powstają kolejne książki o pokoleniu Żołnierzy Wyklętych; kręci się filmy dokumentalne i fabularne; głośno mówi się o działaniach IPN-u w zakresie poszukiwania grobów działaczy antykomunistycznego podziemia; coraz więcej szkół nosi imiona bohaterów. Jednym z nich, skazanych na zapomnienie, a ocalonych w ludzkiej pamięci, jest rotmistrz Witold Pilecki.

Jego nazwisko stało mi się szczególnie bliskie po przeczytaniu wstrząsającej książki Małgorzaty Szejnert „Śród żywych duchów”, na okładce której rotmistrz widnieje. Wiedziałam o nim m. in. właśnie to, że był jednym z tych, których zabito strzałem w tył głowy oraz że dobrowolnie trafił do obozu w Oświęcimiu. Gdy zobaczyłam książkę, w której o wielkim ojcu opowiada jego syn, uznałam ją za lekturę dla siebie obowiązkową.

Mirosław Krzyszkowski i Bogdan Wasztyl biorą udział w „Projekcie: Pilecki”, uznanym za Wydarzenie Historyczne 2014 roku. W jego ramach powstał film dokumentalny „Ucieczka z piekła”. Śladami Witolda Pileckiego”; we wrześniu tego roku odbędzie się premiera fabularyzowanego dokumentu „Pilecki” z Marcinem Kwaśnym w tytułowej roli. Niniejsza książka również wpisuje się w to przedsięwzięcie i jest interesująca pod każdym względem. Od razu muszę też dodać, że tak właściwie można ja oceniać chyba tylko pod kątem formy, bo na pewno nie treści – bo jak oceniać czyjeś życie? A to, jak kierował swoim losem rotmistrz Pilecki, zasługuje tylko na słowa wielkie, ale że równocześnie wyłania się z kart książki jego obraz jako człowieka skromnego, wiele od siebie wymagającego, nieoczekującego pochwał i zaszczytów, to wydają się one jakoś nie na miejscu, choć naprawdę mu się należą. Z kolei los dzieci Witolda Pileckiego, jako potomków „wroga ludu”, także nie należał do łatwych, a jednak jego syn nie robi z nich ofiar, współczucia czy litości również nie oczekuje. Jest szczęśliwy, że pamięć o ich ojcu trwa; że on sam z siostrą żyli zgodnie z przekazanymi przez tatę wartościami. Inne określenia czy zdania, poza tym jednym: tę książkę naprawdę trzeba przeczytać, nie są już chyba potrzebne.

Andrzej Pilecki w rozmowie z autorami opowiada o wszystkich etapach życia swojego ojca: o jego młodości; o walce o wschodnie granice kraju; o międzywojniu; o udziale w kampanii wrześniowej i działalności konspiracyjnej w Warszawie; o pobycie w Auschwitz i ucieczce z obozu; o powstaniu warszawskim, oflagu i armii Andersa; wreszcie o aresztowaniu, procesie pokazowym i wykonaniu wyroku. Szczególnie przejmujące są wypowiedzi o nadziei na odnalezienie ciała rotmistrza. Mówi także o rodzinie, jak sobie radzili w PRL-u i czasach obecnych, a także o tym, jak odwiedzał miejsca związane z ojcem i pamięcią o nim. Przerywane są one historiami z planu filmowego – dało to naprawdę bardzo dobry efekt, a zarazem zachęciło do tego, by na pewno pójść do kina na gotowy film.

Podsumowując. Uważam, że to bardzo ważne, że taka książka powstała. Daje ona szansę poznania bohatera narodowego z innej perspektywy, niż ma to miejsce w oficjalnych, naukowych biografiach. To przede wszystkim portret człowieka rodzinnego, ale przy tym zawsze odpowiedzialnego: za losy bliskich, ale i za ojczyznę, za którą, jeśli trzeba, płaci się najwyższą cenę. Warto poznać bliżej jego losy, znać tylko jego nazwisko to za mało.   

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.



Wyzwanie: „Polacy nie gęsi”.

10 komentarzy:

  1. Faktycznie, to bardzo potrzebna książka, zwłaszcza, że o historii ciągle zapominamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będzie takich coraz więcej.

      Usuń
  2. Tym razem nie jestem zainteresowana, ale cieszę się, że Tobie książka przypadła do gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, idealnie się w ten gust wpisała.

      Usuń
  3. Z chęcią przeczytam. Lubię książki historyczne. Ujęcie tematu z takiej perspektywy pozwoli mi się lepiej wczuć w klimat i dowiedzieć więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co jak co, ale klimatu tej publikacji nie brakuje.

      Usuń
  4. Książka z pewnością ciekawa i potrzebna, szkoda tylko, że ludzie słysząc "historyczna" uciekają ze strachem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ciągle nie tracę nadziei, że coraz więcej osób będzie się do historii przekonywać.

      Usuń
  5. Czytałam o tej książce co nieco w Newsweeku. Mam nadzieję, że będzie mi dane przeczytać.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.