sobota, 12 września 2015

Małgorzata Warda "Miasto z lodu"



Małgorzata Warda „Miasto z lodu”, Prószyński i S-ka 2014, ISBN 978-83-7961-029-7, stron 368

Trzynastoletnia Agata z matką cierpiącą na chorobę afektywną dwubiegunową, po podróży przez całą Polskę, osiadają wreszcie w małej górskiej miejscowości. Tam od razu przyciągają uwagę, szczególnie Teresa, młoda kobieta odznaczająca się wielką urodą, obok której mężczyźni nie potrafią przejść obojętnie. Uzyskanie przychylności mieszkańców wcale nie będzie takie proste. Niejednoznaczna relacja Teresy z szefem – albo jednoznaczna aż za bardzo – budzi wrogość wszystkich.

Po świątecznym jarmarku Agata zostaje znaleziona w górach w stanie skrajnego wychłodzenia – była nieprzytomna, leżała na śniegu bez butów. Gdy ona przebywa w szpitalu, prowadzone jest śledztwo, ale i bez jego wyników Teresa zostaje osądzona jako jedyna winna tragedii Agaty, bo co z niej za matka, skoro jej dziecko w taką pogodę błąkało się po szlakach? Gdzie ona wtedy była i co robiła?

Małgorzatę Wardę mogłabym określić jako specjalistkę od trudnych problemów – to właśnie w ich kierunku podążają jej ostatnie fabuły. Gdybym miała dopasować do nich jedno jedyne słowo, to pierwszym, które przyszłoby mi do głowy, byłoby: mroczne. Swoje historie opiera częściowo na tych niskich człowieczych instynktach. Siłą więc rzeczy jej opowieściom daleko do lukrowanych laurek i przyjemnych opowiastek; zazwyczaj konfrontują nas one z czymś, z czym raczej nie chcielibyśmy mierzyć się w rzeczywistości. Tak też jest i z „Miastem lodu”, aczkolwiek przyznaję od razu, że książka ta nie do końca mnie przekonała. Dlaczego? O tym za chwilę.  

W fabule znajdziemy kilka motywów, które każdego czytelnika powinny skłonić do refleksji i zastanowienia się nad osobistym do nich stosunkiem. Na pierwszy plan wysuwa się relacja między Teresą a Agatą. Niebezzasadne byłoby w tym miejscu pytanie, kto tu właściwie kim się opiekuje. Teresa zabiera córkę od swojej matki, bo czuje, że to jest jej ostatnia szansa, by zrodziła się między nimi prawdziwa więź. Ale czy na pewno jest na to gotowa? Choroba, jej wahania nastrojów sprawiają, że Agata przechodzi szybkie dojrzewanie i przedwcześnie wkracza w dorosłość. Na szczęście ocenę osobowości Teresy i jej postępowania autorka pozostawiła swoim odbiorcom, bo nie chodzi tutaj tylko o to, że rządzi nią choroba, ale też o to, czym się kierowała. Moim zdaniem, tak bardzo była spragniona bliskości drugiego człowieka, czułości mężczyzny, jego wsparcia, że pomyliła seks z miłością, bała się postawić własne warunki.

W całej dramatycznej sytuacji Teresy i Agaty nie bez znacznie pozostaje małomiasteczkowość. Z jednej strony mamy do czynienia z coraz powszechniej panującą znieczulicą społeczną, ale z drugiej jest jeszcze mnóstwo miejsc, gdzie liczą się tylko pozory i dobre wrażenie, a może raczej dobra mina do złej gry, byleby tylko na zewnątrz wszystko było jak należy. Takimi wytycznymi kierują się mieszkańcy, ale szczególnie widoczne jest to w postawie dyrektorki gimnazjum Agaty, która bardzo nie chce, by do szkoły przez nią kierowanej przykleił się kolejny „smród”. Wstrząsające w sumie jest to, z jakim przekonaniem podkreśla, że szkoła to nie placówka opiekuńcza czynna dwadzieścia cztery godziny na dobę, a jedynie do siedemnastej – po tej godzinie szkoła umywa ręce od czegokolwiek. To tak, jakby wychowywanie uczniów – a przecież taką rolę szkoła także powinna spełniać – widzieć nie jako proces, ale zadanie realizowane od czasu do czasu.   

Ostatni wątek, o którym chcę napomknąć, jak mówi sama autorka – inspirowany jest tzw. hejtowaniem, które niestety ma się znakomicie w internecie. Złudne przekonanie o własnej anonimowości pozwala niektórym internautom wypisywać, co im tylko do głowy przyjdzie, a nie jest to najczęściej nic pozytywnego. Ukrywanie się za ekranem monitora jest najbardziej wygodne i proste, ale myślę, że zjawisko to można rozszerzyć na dokonanie każdej oceny drugiej osoby bez znajomości faktów, oplucie jej i wylanie na nią własnych frustracji. Nie potrafię pojąć, skąd w niektórych taka potrzeba „dokopania” innym, zmieszania ich z błotem, a czasem nawet wręcz zniszczenia. Chorej satysfakcji z tego płynącej nie umiem zrozumieć...

Jak więc doskonale widać, Warda porusza istotne życiowe problemy. I wszystko pięknie, ale tym razem czegoś mi tutaj zabrakło. Mam wrażenie, że pisarka tylko „przejechała” po powierzchni wszystkich zjawisk, nie zagłębiając się w nie wnikliwiej. A przecież dobrze wiem, że stać ją na dużo więcej. Pamiętam te emocje, jakie targały mną przy okazji „Dziewczynki, która widziała zbyt wiele” i „Jak oddech”, a teraz tego nie było. Fakt, że przeczytałam „Miasto...” bardzo szybko, bo potrafi wciągnąć i zainteresować, ale nie „przeczołgała” mnie psychicznie. Owszem, refleksje się pojawiły, ale nie w takim stopniu, na jaki byłam nastawiona. Patrząc na pozytywne opinie, jakimi cieszy się ta powieść, mogę się tylko zastanawiać, czy trafiła ona u mnie na niewłaściwy moment, czy rzeczywiście jest słabsza od poprzedniczek – słabsza, bo inna? Może nie powinnam porównywać ze sobą tej trójki, ale jakoś nie potrafię odejść od skojarzeń, jakie do tej pory wywoływała we mnie proza Wardy.

Na zakończenie dodam, że „Miasto z lodu” ma idealnie trafiony tytuł, bo nie chodzi w nim tylko o to, że bohaterki trafiają do górskiego miasteczka, a ich dramat rozegra się zimą. Tu chodzi o znacznie więcej, coś, co potrafi zmrozić do kości. I naprawdę żałuję, że nie mogę ocenić jej wyżej. Oczywiście nie znaczy to, że chcę kogokolwiek zniechęcić – bo uważam, że warto ją przeczytać choćby dla tych trzech motywów, o których wspomniałam i wyrobienia sobie o nich zdania. Po prostu tym razem moje subiektywne nastawienie rozminęło się z realizacją fabuły.

Wyzwanie: „Polacy nie gęsi”.

16 komentarzy:

  1. Zastanowię się jeszcze nad tą książkę, a na razie mam co czytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, w tym przypadku nie będę szczególnie nalegać.

      Usuń
  2. Słyszałam wiele dobrego o prozie pani Wardy, ale jeszcze nie miałam okazji czytać żadnej jej książki. Fabuła wydaje się interesująca (i na czasie), ale chyba zacznę od innej książki Wardy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię, gdy ta autorka porusza tak ważne, współczesne problemy. Hejtowanie jest naprawdę wielce szkodliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A najgorsze, że jest go coraz więcej...

      Usuń
  4. Kolejna książka z serii "Kobiety to czytają", którą muszę mieć na swojej półce :) Może uda się zdobyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta seria rzeczywiście jest interesująca;)

      Usuń
  5. Szkoda, że zabrakło tu wnikliwości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też żałuję, bo autorkę stać na więcej.

      Usuń
  6. Czytałam wcześniejsze książki autorki i każda była inna i świetna, każda bardzo mi się podobała, tej jeszcze nie czytałam, ale na pewno będę chciała i sama się przekonam jaka jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona zbiera raczej pozytywne opinie, więc może u mnie nie trafiła na swój czas.

      Usuń
  7. Nigdy nie czytałam żadnej powieści Pani Wardy, a jak widzę, czytając różne opinie, są one warte uwagi. ,,Miasto z lodu" bardzo mnie kusi, bo lubię takie trudniejsze, bardziej skłaniające do refleksji lektury, ale nie wiem, czy swojej przygody z autorką nie zacząć od innej jej powieści. Tak czy siak, widzę, że muszę nadrobić zaległości :)
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na pierwsze spotkanie z autorką zdecydowanie polecam "Jak oddech" albo "Dziewczynkę...":)

      Usuń
  8. Tej autorki czytałam jedynie ,,Nikt nie widział, nikt nie słyszał", w planach mam kolejne, ale raczej w późniejszym terminie jak uporam się ze stosikami :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Autorkę poznałam przy okazji czytania "Kurortu Amnezja", mam w planach przeczytanie "Miasta z lodu" - bardzo zaciekawił mnie opis.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.