wtorek, 17 stycznia 2017

Marcin Meller "Sprzedawca arbuzów"



Marcin Meller „Sprzedawca arbuzów”, Wielka Litera 2016, ISBN 978-83-8032-118-2, stron 432

Jest dwóch mężczyzn, którzy zabierają głos w przestrzeni publicznej, a którzy zawsze trafiają w punkt, wyrażając tym samym to, co myśli wielu z nas, niekoniecznie potrafiących oddać to składnie i zgrabnie. Śledzę ich profile na portalu społecznościowym, podziwiając umiejętność diagnozy zjawisk w życiu polityczno-społecznym oraz naturalność ripostowania – czytając krótkie wpisy, wydaje mi się, że przychodzą im one ot tak, lekko i bez wysiłku (a ja myśląc tydzień, albo i dłużej, i tak bym na takie coś nie wpadła). Dobrze, nie przedłużając, jednym z nich jest reżyser i scenarzysta Andrzej Saramonowicz, a drugim Marcin Meller, historyk, dziennikarz, twórca „Drugiego Śniadania Mistrzów”, niegdysiejszy redaktor naczelny „Playboya”, a obecnie dyrektor wydawniczy Grupy Wydawniczej Foksal, znany mi jako współautor „Gaumardżos! Opowieści z Gruzji”. Od dawna obiecywałam sobie, że zaopatrzę się w jego „Między wariatami”, ale wcześniej udało mi się kupić „Sprzedawcę arbuzów”. Ta książka to zbiór felietonów, które ukazywały się w tygodniu „Newsweek” na przestrzeni lat 2013-2016.

Jedno Wam powiem: dawno nie bawiłam się tak dobrze przy lekturze książki niebędącej powieścią. Te czterysta trzydzieści stron pochłonęłam w mgnieniu oka i tak bardzo było mi żal, gdy musiałam kończyć. W zasadzie to pozycja z tych, które zaraz po przewróceniu ostatniej strony mogłabym zacząć czytać od nowa i odczuwana frajda wcale nie byłaby mniejsza. Oczywiście nie tylko o zabawę tutaj chodzi, bo do poważniejszych refleksji autor również zmusza. Częściej jednak udowadnia, że ironia to jego drugie imię. Tę bardziej miękką, wrażliwszą twarz pokazuje w pierwszej części, gdzie mamy teksty rodzinno-intymne; potem „lecą” te związane z polityką; następnie obyczajowe, a całość wieńczą felietony traktujące o kulturze.

Wspomniałam wyżej coś o lekkości i dla mnie felietony Mellera naprawdę takie są: lekkie. Wyobraźnia podsuwa jego obraz, jak zasiada przy komputerze i ot tak, „macha” świetny tekścik w pół godziny. A tutaj okazuje się, że nie bardzo. Oddając głos autorowi: „Jest pewien rodzaj komplementu, który budzi we mnie mieszane uczucia, a niekiedy po prostu przywołuje wypieraną grozę. A mianowicie, gdy słyszę od ukontentowanych czytelników mych felietonów, że mam lekkie pióro. „Widać, pani Marcinie, że panu to pisanie łatwo przychodzi, tak bez wysiłku, od niechcenia”. Aha, od niechcenia. Łatwo przychodzi. Muszę to żonie powtórzyć. (...) Oczywiście kiedy patrzę na wybór, który Ci przedkładam, Szanowny Czytelniku, serce me rośnie i mam nadzieję, że dostarczę Ci w nim pożywnej mieszanki zabawy, wzruszeń , refleksji i irytacji. Ale samo pisanie to dla mnie koszmar” (str. 7-8). No cóż, po tych zdaniach może już nigdy nie powiem, że Marcin Meller pisze z lekkością, ale na pewno będę utrzymywać, że potrafi dostarczyć wszystko to, co sobie zamierzył.

Nie będę pisała, które teksty najbardziej przypadły mi do gustu, bo o wszystkich musiałabym to powiedzieć, ale na pewno urzekające są te, w których widzimy dziennikarza jako człowieka rodzinnego, ojca dzieciom, męża. Przy wszystkich jednak zabrakło mi daty publikacji, szczególnie przy tych okołopolitycznych, bo w choć w większości kojarzyłam, do czego się one odnoszą, to jednak data byłaby jak najbardziej na miejscu. Jest to jednak, na szczęście, jedyna wada, jaką znajduję w „Sprzedawcy arbuzów”.

Zachwyt, zachwyt, zachwyt, tak jedynie mogę spuentować wrażenie po lekturze najnowszej książki Marcina Mellera. Inne słowa i tak nie wyraziłyby pełni mojego entuzjazmu. Bardzo, bardzo polecam. Spojrzyjcie na świat oczami mojego ulubionego od dzisiaj felietonisty, może i Wy znajdziecie wspólny z nim punkt widzenia.

8 komentarzy:

  1. Bardzo lubię autora i mam te felietony w planach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony to Ci zazdroszczę, że masz tak smakowitą lekturę przed sobą:)

      Usuń
  2. Ja z felietonami mam tak, że tuż po przeczytaniu wylatują mi z głowy. Mimo tego mam ochotę na tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie z tych akurat dużo zostało;)

      Usuń
  3. Zaskoczyłaś mnie. Nie spodziewałam się aż takich zachwytów. Chyba będę musiała zapoznać się z publikacją Marcina Mellera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to sama byłam zaskoczona;)

      Usuń
  4. Bardzo lubię Marcina Mellera, dlatego przy najbliższej okazji z chęcią sięgnę po tą książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I będziesz pewnie tak samo zachwycona:)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.