sobota, 14 stycznia 2017

Diane Chamberlain "Jak gdybyś tańczyła"



Diane Chamberlain „Jak gdybyś tańczyła”, Prószyński i S-ka 2017, ISBN 978-83-8097-034-2, stron 504

Molly i Aidan nie mogą mieć własnych dzieci, przygotowują się więc do adopcji. Zdecydowali się na tę otwartą, w której będą mieli kontakt z biologicznymi rodzicami dziecka. Molly targają jednak wątpliwości; po pierwsze, czy będzie w stanie pokochać cudze maleństwo, a po drugie, martwi się o relacje dziecka z dwoma matkami i jak ona sama to zniesie. Jest jej tym bardziej ciężko, że sednem swoich refleksji nie może się podzielić z mężem, bo ma przed nim tajemnice. Nigdy nie znalazła w sobie dość odwagi, by mu powiedzieć, że sama jest adoptowanym dzieckiem i że jej matka biologiczna zawsze była w pobliżu. Ukryła też przed Aidanem, jak bardzo przeżyła największą tragedię swojego życia...

Dawno już nie czytałam Diane Chamberlain, a to z tego względu, że do jej książek stale są kolejki w mojej bibliotece. A biorąc pod uwagę, że jest to chyba moja ulubiona pisarka zagraniczna, to w sumie nie wiem, dlaczego sama się w tych kolejkach nie ustawiłam. Przede mną nadal jest „Milcząca siostra”, „W cieniu” i „Chcę cię usłyszeć”, więc gdy nadarzyła się okazja poznania zaraz przed wydaniem „Jak gdybyś tańczyła”, nie zwlekałam ani chwili, by nie dokładać sobie zaległości. I tak z jednej strony to dłuższa przerwa od fabuł pisarki dobrze mi zrobiła, bo bardziej doceniłam tę najnowszą. Ale z drugiej jednak, doszłam do wniosku, że bardzo brakowało mi już tej lekkości pióra amerykańskiej autorki. 

Lekkość formy jak najbardziej, to znak rozpoznawczy Chamberlain, ale zawsze idzie on w parze z treścią, która nie pozostawia obojętnym. Pisarka zawsze wikła swoich bohaterów w takie sytuacje, które nie dają możliwości zachowania dystansu. Za każdym razem czytelnik, choćby nie chciał, to musi się postawić na miejscu głównych postaci i solidnie zastanowić, co on sam zrobiłby, gdyby los postawił go przed danym wyzwaniem. W „Jak gdybyś...” stajemy przed kwestią adopcji. To temat wyjątkowo złożony, a pisarka dodatkowo daje wgląd w sprawę adopcji otwartej, z punktu widzenia matki biologicznej, adopcyjnej i samego dziecka. Myślę, że gdybym miała decydować się na wychowywanie nie mojego dziecka, towarzyszyłyby mi takie same obawy, jakie żywiła Molly – czy byłabym w stanie pokochać je bez żadnego ale? I czy dałabym radę wychowywać je w kontakcie z prawdziwą matką? To na pewno egoistyczne, ale chyba wolałabym jednak adopcję zamkniętą. Ale znów z drugiej strony, czy da się ukrywać całe życie przed dzieckiem, że ci, którzy go wychowywali, nie powołali go na świat? A gdy dowie się ono przez przypadek i będzie miało żal, który zepsuje dobre do tej pory relacje? Sądzę, że na żadne z tych pytań nie da się udzielić właściwej, jednoznacznej odpowiedzi.

Drugim niebywale istotnym wątkiem powieści jest choroba ojca Molly i to, co wydarzyło się, gdy miała czternaście lat. Domyśliłam się wcześniej, co nastąpi, nie zmienia to jednak faktu, że napięcie, jakie zaserwowała autorka, sięgało zenitu. Nie da się za wiele o tym napisać, by nie zdradzić clou tych fragmentów, ale bez wątpienia jest to motyw, który wiedzie także do wniosku, jak bardzo niezamknięta (choć bohaterka uważała, że jak najbardziej zamknięta), nieprzepracowana (nie lubię tego słowa, bo pojawia się ostatnio wszędzie, ale w tym kontekście pasuje) trauma z przeszłości rzutuje na teraźniejszość, jak trudno czasem zrobić krok naprzód bez wybaczenia innym i sobie.

Jak to często u Chamberlain bywa, narracja biegnie w dwóch płaszczyznach czasowych. Nie ma co ukrywać, że bardziej pochłaniała mnie ta dotycząca dzieciństwa Molly i tego jednego, pamiętnego lata. Trzeba też przyznać, że wcielenie się pisarki w skórę nastolatki wyszło jej znakomicie; sprawiało wrażenie, jakby odmalowanie charakteru i kształtującej się osobowości dziewczyny przyszło jej bez żadnego wysiłku (choć możliwe, że było wręcz odwrotnie).

„Jak gdybyś tańczyła”, zaopatrzone w piękną okładkę, pokazuje, że Diane Chamberlain nie spoczywa na laurach, ani też nie odcina kuponów od raz osiągniętej pozycji. Nie bazuje też na obieranych do tej pory schematach, choć oczywiście pewne podobieństwa zawsze mogą się znaleźć. Przyjemny w odbiorze styl idzie w parze z intrygującą fabułą, tworząc w rezultacie wyśmienitą powieść ku refleksji. Polecam, jeśli macie ochotę porozmyślać odrobinę nad życiem, miłością i rodziną.

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka. 

http://www.proszynski.pl/

24 komentarze:

  1. Lubię powieści, w których autorzy stosują dwie płaszczyzny czasowe. Czuję, że i tę historię przeczytam z przyjemnością. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. książkę już mam od wczoraj, raz, że czytam coś innego, a dwa że weekend to dużo pracy, ale cieszę się że nie spoczęła na laurach i dalej dobrze pisze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytaj czym prędzej, chcę znać Twoje zdanie:)

      Usuń
  3. Po lekturze "W cieniu" mój entuzjazm do twórczości Chamberlain trochę opadł i stwierdziłam, że potrzebuję trochę przerwy, dlatego na razie "Jakbyś tańczyła" trochę poczeka. Mam nadzieję, że kilka miesięcy przerwy, lub dłużej sprawi, że sięgnę po powieści z autorki z większą przyjemnością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie mów, ja sobie wiele obiecuję po tych jeszcze nieczytanych.

      Usuń
  4. Cały czas się zastanawiam, czy ja coś tej autorki czytałam;) nie mam pojęcia. Musze kiedyś spróbować:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę tych tytułów już było, można się zgubić;)

      Usuń
  5. Uwielbiam, gdy książka przemyca ze sobą aż tyle emocji. Zapisuję sobie jej tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem ciekawa czy mnie ta książka przypadnie do gustu. poprzednio wydana przez Prószyńskiego w przeciwieństwie do innych tytułów, nie zachwyciła mnie. Mam nadzieje, ze z tą będzie inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś kolejną osobą, która mówi, że te poprzednie były słabsze, więc już się trochę obawiam.

      Usuń
  7. Moim zdaniem to jedna z lepszych powieści autorki. Lubię bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  8. Z pewnością postaram się przeczytać bo lubię styl autorki i emocje, które towarzyszą jej książkom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W emocjach jest naprawdę świetna;)

      Usuń
  9. Z pewnością sięgnę po tę książkę, bo bardzo lubię twórczość Chamberlain, a do tego intryguje mnie owa tematyka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pożałujesz, mogę się założyć;)

      Usuń
  10. Nie jestem w ogóle przekonana do tej serii. Widocznie ja nie kobieta...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, nie Twoja bajka i tyle, od razu takie wnioski wyciągasz;)

      Usuń
  11. Koniecznie muszę przeczytać. Odkładam tę lekturę i odkładam. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może musi przyjść ta jedna właściwa chwila.

      Usuń
  12. Do tej pory nie czytałam żadnej powieści Chamberlain, ale myślę, że dobrze było zacząć od tej, ponieważ upewniłam się, że autorka potrafi pisać bardzo wzruszająco i jednocześnie brutalne. Poza tym świetnie gra na emocjach ;)
    Zapraszam do siebie na odrobinę nietypową recenzję:
    www.favouread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Książki tej autorki zawsze czytam w ciemno. To jedna z moich ulubionych autorek. Uwielbiam styl jej pisania oraz tematy które porusza skłaniając nas do refleksji i przemyśleń.😊

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.