piątek, 19 grudnia 2014

Ilona Wiśniewska "Białe"



Ilona Wiśniewska „Białe. Zimna wyspa Spitsbergen”, Czarne 2014, ISBN 978-83-7536-829-1, stron 208

Nie lubię jesieni i zimy z dwóch powodów: jest zimno i ciemno. I nie wiadomo, które gorsze. Chyba jednak zimno, bo zawsze można się jeszcze cieplej ubrać (i wyglądać jak miś pluszowy, ale to już inna bajka). A co poradzić na brak światła, gdy bez tego naturalnego wszystko wydaje się mniej optymistyczne? Gdyby to jeszcze był mróz, śnieg i świeciło słońce, to taką zimę byłabym w stanie znieść, a już tym bardziej życzyłabym sobie takiej aury na święta Bożego Narodzenia, ale cóż, skoro ona nas ostatnimi czasy nie rozpieszcza. W święta temperatura na plusie, a jak sypnie śniegiem i przywali mrozem, to najczęściej w lutym albo w marcu, kiedy tolerancja człowieka na zimno jest już raczej u kresu wytrzymałości. Że słońca wtedy też nie ma, to nawet nie wspomnę.
To teraz wyobraźmy sobie miejsce, gdzie są tylko dwie skrajności: „Latem jest tutaj jasno i zimno, a zimą ciemno i bardzo zimno” (str. 9). To Spitsbergen, największa wyspa norweskiego archipelagu Svalbard, która pokryta jest lodem w 61 %. To miejsce, gdzie jest dzień i noc polarna, a między innymi o ich doświadczaniu opowiada Ilona Wiśniewska, pochodząca z opolskiego polonistka i fotograf, od 2010 r. mieszkanka Spitsbergenu i reportażystka. Sięgnęłam po jej książkę właśnie z ciekawości, jak to jest żyć w takich, moim zdaniem, niesprzyjających, nieżyciowych i niezachęcających do niczego warunkach. Muszę przyznać, że autorce udało się odpowiedzieć na kilka moich pytań. 

„Białe” to nie tylko opowieść o samej wyspie, choć siłą rzeczy autorka musiała poświęcić jej dużo miejsca. Możemy więc dowiedzieć się czegoś i o historii Spitsbergenu, a w szczególności osady Longyearbyen, ale też o jej teraźniejszości. Powiedziałabym jednak, że przede wszystkim jest to opowieść o ludziach, o których z powodzeniem można powiedzieć, że są to współcześni osadnicy. Przyjeżdżają tutaj z najróżniejszych powodów i z najdalszych zakątków świata, jak choćby z Meksyku czy Tajlandii. Wszyscy razem tworzą taki międzynarodowy koktajl, żyjący zgodnie z rytmem wyznaczonym przez naturę.

Ze wszystkich rozdziałów najbardziej zainteresował mnie ten o Globalnym Banku Roślin oraz o Polskiej Stacji Polarnej PAN na Hornsundzie. Zimujący tam któregoś razu naukowcy wyjaśniają, czym jest widmo głodu i jak się na Hornsundzie funkcjonuje. Natomiast Bank Nasion to coś w gruncie rzeczy fascynującego, o czym wcześniej nie miałam pojęcia. „To tutaj, na 78 stopniu szerokości geograficznej północnej, gdzie nie ma ani jednego drzewa, a pokrywa tundry nie wzrasta wyżej niż do około trzydziestu centymetrów, ponad siedemset siedemdziesiąt tysięcy rodzajów nasion roślin jadalnych leży niewzruszonych, jako gwarancja na to, że świat przetrwa” (str. 141). Budynek banku, wielkiej spiżarki, jak go nazwała autorka, wykuty jest „w zboczu góry, wewnątrz której panuje wieczna zmarzlina, a temperatura nie przekracza minus trzech-minus czterech stopni. Aby osiągnąć tę właściwą dla składowania próbek, czyli minus osiemnaście, górę sukcesywnie zamraża się od środka” (str. 142); wnętrze nie ma prawa rozmarznąć, bo „to tutaj nasiona mają przetrwać, a z nimi nasza rasa” (str. 146). Bardzo przejmujący jest też tekst „Zaćmienie”, a pierwszy akapit „Plamy” mocno szokuje, bo całość traktuje o polowaniach. Ale jest jeszcze jedna rzecz, którą z całej książki zapamiętam najbardziej. To relacje tych osób, które wolą noc polarną. Na przykład jedna z bohaterek, Katja, „lubi ciemność w każdym jej stadium” (str. 82) i boi się, gdy światło wraca: „Mogłabym cały rok żyć w ciemności. Jak słońce wróci, to będzie świeciło bez przerwy. I to jest dopiero przerażające” (str. 112). Podobnie Silvia, „też woli, kiedy jest ciemno, bo czuje się bezpiecznie” (tamże). Cóż, jest to dla mnie niepojęte, ale nie widziałam ani arktycznej ciemności, ani jasności, a nie wiem, czy odnoszenie ich do warunków, które są naszą rzeczywistością, jest tutaj właściwe.  
Ilona Wiśniewska snuje swoje opowieści niespiesznie i można z nich wysnuć wniosek, że tak właśnie toczy się życie na Spitsbergenie. Myślę, że niełatwa to sztuka oddać słowami rytm i tempo ludzkiej egzystencji w surowych warunkach, ale jej się to udało. „Białe” pozwala zwolnić...

Wyzwania: „Nie tylko literatura piękna...”, „Polacy nie gęsi”.

18 komentarzy:

  1. Bank Roślin brzmi niesamowicie ciekawie, chętnie dowiem się czegoś więcej.. A ja jesień uwielbiam, w tym roku była ciepła, kolorowa :) Za zimą nie przepadam, ale jeszcze 3 miesiące i będzie z górki - piękna wiosna wynagrodzi czekanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciepła i kolorowa, to tak, też lubię, wtedy jest tak pięknie:) Miałam raczej na myśli te najgorsze strony jesieni;)
      Chciałabym mieć Twój optymizm;)

      Usuń
  2. "Białe" mam na półce, zostawiłam sobie na Święta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie właściwa lektura na ten czas:)

      Usuń
  3. Też nie lubię jesieni i zimy, dlatego nie byłabym w stanie wytrwać na Spitsbergen, ale po książkę chętnie sięgnę, gdyż jestem ciekawa, jak można funkcjonować w tak niesprzyjających, nieżyciowych warunkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli mamy tak samo, mogłabym się tam wybrać na jakąś wycieczkę, ale mieszkać tam? W życiu;)

      Usuń
  4. A ja zimę uwielbiam i już nie mogę się doczekać kiedy spadnie śnieg ;)
    Książkę mam w planach, bo z chęcią dowiem się jak się żyję na takiej wyspie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mogłabym mieszkać w takim klimacie, to zdecydowanie nie dla mnie. Jednak książkę mogę przeczytać, jak najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to mamy kolejną cechę wspólną:)

      Usuń
  6. Ja nienawidzę zimy :) Mogłabym odwiedzić takie miejsce, ale mieszkać - NIGDY ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chciałabym przeczytać :) Ja osobiście bowiem zimę bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie cierpię zimy! W ogóle mi się nic nie ce . No, może oprócz spania. Ale zimę w takim wydaniu chętnie bym "połknęła". ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. ,,Białe" to jedna z najciekawszych propozycji Czarnego. Bardzo chcę ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam zbyt wielkiego porównania, ale faktycznie solidne mają te reportaże:)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.