poniedziałek, 8 grudnia 2014

"Angielski w karteczkach. Słownictwo dla początkujących"



„Angielski w karteczkach. Słownictwo dla początkujących. Cz. 1 i 2”, Compagnia Lingua, ISBN 978-83-62115-24-2, 978-83-62115-28-0

Któregoś dnia mój mąż wziął do ręki swój stary podręcznik do języka angielskiego z myślą, że może trzeba by sobie coś niecoś przypomnieć. Nie zastanawiając się długo, rzuciłam hasło, żeby mnie też przepytał. Taka forma nauki, wspólna, spodobała nam się na tyle, że trochę weszła nam w krew. Staraliśmy się, choćby to miało być dziesięć minut dziennie, ale codziennie, poświęcać trochę czasu na powtarzanie po kilka, kilkanaście słówek. Gdy więc nadarzyła się okazja spróbowania czegoś nowego, nie mogliśmy jej sobie odmówić. A tym novum był zestaw „Angielski w karteczkach”.


Mimo że każde z nas uczyło się angielskiego krócej lub dłużej, wybraliśmy zestaw „słownictwo dla początkujących”, wychodząc z założenia, iż lepiej będzie przypomnieć sobie najpierw to, co teoretycznie powinnyśmy już wiedzieć. Pierwsza część kursu zawiera 950, a druga 1000 najbardziej popularnych słówek, mieszczących się w różnej tematyce. Są one pogrupowane w kategorie, jak np. dom i rodzina, pieniądze i ekonomia, media i komunikacja, zdrowie, wyposażenie i rzeczy, zachowanie i uczucia, czyli wszystkie te, które pozwalają na swobodne porozumiewanie się i komunikowanie w języku angielskim. Na każdej karteczce znajdziemy słowo i zdanie po polsku, odpowiednik angielski ukaże się na rewersie. Oprócz tego, w zestawie mamy cztery kolorowe przegródki. Czerwona to słówka „do nauki” – wybieramy te karteczki, których słówka chcemy opanować. Jeśli już się ich nauczymy, a zgodnie z zaleceniami, powinno ich być od 20 do 30 dziennie, przekładamy je za przekładkę pomarańczową „uczę się”. Karteczki z tej grupy przeglądamy co 3-4 dni, gdy jest ich już ponad 100. Te, których jeszcze nie pamiętamy, pozostawiamy tutaj, a te, które opanowaliśmy, przekładamy za żółtą przekładkę „powtarzam”. Te stąd przeglądamy co 8 dni, lub gdy jest ich już ponad 300. Analogicznie, jak poprzednio: zostawiamy te jeszcze nieopanowane lub wykorzystujemy przegródkę zieloną „umiem”, która oznacza pełny sukces i te słówka, które już zapamiętaliśmy. Uzupełnieniem jest płyta CD z nagraniami przykładowych zdań i wymową prezentowaną przez native speakera. Prawda, że to proste?

Tak wygląda teoria, z tym że my na razie zastosowaliśmy inny system. Postawiliśmy na regularność, tak jak trzeba, ale najpierw zapoznaliśmy się z całością zestawu. Chcieliśmy się przekonać, jak stoimy ze znajomością wszystkich tych słówek. Wcześniej napisałam „na razie”, ponieważ fakt napisania opinii wcale nie kończy naszej przygody z „Angielskim w karteczkach” – dopiero teraz planujemy naukę zgodnie z instrukcją, ale kilka wniosków pojawiło się już teraz. To pewnie kwestia pamięci, ale zdarzały się takie sytuacje, że pamiętamy, a więc umiemy, słowa trudne, powiedzmy, że rzadziej używane, natomiast gdy padały te łatwe i popularne, powszechnie używane choćby w filmach czy piosenkach, nagle pustka w głowie, czarna dziura, a potem okazywało się, że to takie banalne. Niejeden raz dyskutowaliśmy również nad znaczeniem słów, bo jeśli było ich podanych po polsku kilka, to do faktycznego angielskiego pasowało nam jedno, w zależności od tego, czego byliśmy nauczeni wcześniej. Nie wiem, czy to zrozumiałe, więc spróbuję na przykładzie: „magazyn, sklep, magazynować, gromadzić”, pierwsza myśl to „shop”, bo sklep – a nie, bo chodzi o „store”; w innym przypadku kłótnia występuje bądź jako „argument” (choć tutaj bardziej chodzi o spór – mieć z kimś spór, przegrać spór z kimś), bądź jako „dispute”. Nasze błędy lub dłuższe zastanawianie się wynikały częściowo także z faktu, że mamy tendencję do tłumaczenia i wyrazów, i zdań dosłownie. I jeśli już jesteśmy przy zdaniach: ćwiczyliśmy je tylko na samym początku (choć teraz już nas to nie ominie), ponieważ żeby je powiedzieć, a najpierw w ogóle ułożyć, trzeba znać mnóstwo innych słów, nie tylko te z zestawu. Tak więc w gruncie rzeczy to określenie odbiorcy: „dla początkujących”, ja bym doprecyzowała – początkujący, ale taki, który ma już jakieś podstawy, który wie, jak konstruować zdania w poszczególnych trybach oraz umie użyć czasów, choćby tych najprostszych.

Na koniec powinnam może poinformować o efektach nauki, ale tego nie uczynię, ponieważ jeszcze dużo pracy przed nami. Mogę jedynie stwierdzić, że sam zestaw jest interesujący i ma jeszcze tę zaletę, że pozwala uczyć się systematycznie, ale na luzie, czerpiąc z tego procesu przyjemność. Przynajmniej ja wyszłam z takiego założenia i tego się będę dalej trzymać.






 

Za możliwość wypróbowania zestawu bardzo dziękuję Pani Monice z Compagnia Lingua.

Ten zestaw i inne są dostępne na stronie  http://wkarteczkach.pl/

12 komentarzy:

  1. Ja również jestem zadowolona z tego kursu. Z resztą gdy jeszcze chodziłam do szkoły to zawsze uczyłam się z karteczek i to co opanowałam odkładałam. Według mnie to dobry sposób na naukę języka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że u nas też przyniesie efekty:)

      Usuń
  2. Ja raczej nie skorzystam, ale polecę komu trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna sprawa! Przydałoby mi się coś takiego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno bardziej mobilizuje do nauki, niż podręcznik, piszę to z autopsji;)

      Usuń
  4. Chętnie bym skorzystała. Podobają mi się takie zestawy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Z tym dosłownym tłumaczeniem też mam problem. :/
    A tę metodę nauki uwielbiam i chętnie przyjrzałabym się takim zestawom fiszek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to dobrze wiedzieć, że nie jesteśmy sami w tej tendencji;)

      Usuń
  6. Dla mnie się to nie nadaje - wiem, bo próbowałam, ale myślę, że to będzie idealny prezent dla pewnej osoby z mojej rodziny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No skoro próbowałaś, to nie będę namawiać;)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.