czwartek, 15 czerwca 2017

Rafał Przybylok "Czajnikowy.pl"



Rafał Przybylok „Czajnikowy.pl: dobra herbata”, Nasza Księgarnia 2017, ISBN 978-83-10-13126-3, stron 320

Nie mogłabym żyć bez herbaty. Choć uwielbiam kawę – w mojej wersji z cukrem i z mlekiem – bo kojarzy mi się ona z chwilą przyjemności i relaksu, to jednak herbata jest napojem mojego życia, bez niej bym uschła, szczególnie że pomijając picie jej dla samego smaku, popijam nią wszystko. Rano i wieczorem – earl grey, w ciągu dnia zielona i/lub czerwona, a także jakieś smaki eksperymentalne, gdy najdzie mnie ochota na spróbowanie czegoś nowego; nie przepadam jedynie za herbatami owocowymi, bo większość z nich ma dodatek hibiskusa albo dzikiej róży, a tych nie znoszę. Ale choć herbaty piję mnóstwo, nie powiedziałabym, że mam solidną wiedzę na jej temat. Okazją do zmiany tego stanu rzeczy okazała się lektura książki Rafała Przybyloka, „herbaciarza pełną gębą”, autora tekstów i programu tematycznego na portalu „Czajnikowy.pl”, popularyzatora kultury herbacianej oraz właściciela herbaciarni w Zabrzu.

„Czajnikowy.pl” ukazał się w serii Naszej Księgarni, którą nie tylko lubię, ale i cenię z uwagi na walory poznawcze. „Dzika kuchnia”, „Chata Magoda” czy „Kuchnia Słowian” to prawdziwe perełki edytorstwa, znakomicie skomponowane graficznie, ubogacone pięknymi fotografiami. Książka Przybyloka dołącza do tych poprzednich z cyklu, w niczym im nie ustępując. Wierzcie mi, aż przyjemnie wziąć ją do ręki, a mając obok kubek czy filiżankę zaparzonej ulubionej herbaty, można bez reszty oddać się delektowaniu pełną smaków i aromatów lekturą.

A co znajdziemy w jej środku? Całość podzielona jest na pięć dużych fragmentów. „Herbata się przedstawia” precyzuje, czym właściwie ona jest i jakie związki chemiczne w niej występują; znajdziemy też tutaj krótki zarys dziejów herbaty. Z części drugiej dowiemy się, jak produkuje się herbatę – gdzie rośnie, jak się ją zbiera, jak wygląda obróbka liści, a przede wszystkim – jakie mamy rodzaje herbaty. Kolejny fragment, któremu poświęcono sporo miejsca, to obraz tego, jakie gatunki uprawia się w poszczególnych regionach świata, jak się ją pije i co jest charakterystyczne dla Azji, Bliskiego i Środkowego Wschodu, Europy, Ameryki Południowej (co jest zaskakujące o tyle, że akurat z tą częścią świata herbata mi się nie kojarzy) oraz Australii i Oceanii. Z „Poradnika herbaciarza” zaczerpniemy informacje na temat akcesoriów przydatnych do parzenia i samego tego procesu; autor podpowie też, jak przechowywać liście oraz będzie nas zachęcał do mówienia o herbacie – podkreśli, co jest istotne przy opisywaniu herbaty, przedstawi koło smaków; poleci także założenie notesu herbaciarza. Ostatnia część to „Herbaciane rozmaitości”, a w nich przepisy np. na herbaciane jajka, koktajle i napoje izotoniczne, ale i na kosmetyki, przykładowo na cukrowy peeling. Przyznam w tym miejscu od razu, że ten fragment był dla mnie trochę za krótki; liczyłam, jeśli mam być szczera, na więcej pomysłów, jak konkretnie wykorzystać herbatę, do czego jej użyć, jak przygotować oryginalne napoje czy może dania. Ale ogólnie jest to jedyny mankament, jaki znalazłam w publikacji Przybyloka. Uzupełnieniem treści są jeszcze liczne legendy związane z napojem, któremu niekiedy przypisywano magiczne wręcz właściwości.

Na pewno nie można odmówić autorowi wiedzy na temat herbaty. Mnóstwa ciekawych rzeczy się dowiedziałam, teraz nic tylko kupować nowe odmiany i próbować. Widać też, że Rafał Przybylok żyje swoją pasją i potrafi ją przełożyć na język książki. Myślę, że dla osób takich jak ja, które uwielbiają herbatę, „Czajnikowy.pl” powinien być lekturą obowiązkową. Polecam znad kubka herbaty pu-erh.

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia.

http://nk.com.pl/

10 komentarzy:

  1. Oooo ja też lubię herbatę, więc pewnie mogłabym się z tej książki wiele dowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bardziej kojarzysz mi się z kawą:)

      Usuń
  2. Moje szafki aż uginają się od nowych herbat, ostatnio zasmakowałam nawet bardziej w zielonej niż czarnej. Zawsze było odwrotnie. Z owocowymi mam na bakier, czerwonej w ogóle nie przełknę :) Co do książki to myślę, że mogłaby mnie mocno zaciekawić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czerwona rzeczywiście smak ma specyficzny, mnie się z błotem kojarzy;)

      Usuń
  3. Uwielbiam herbaty! Uwielbiam takie książki. Dzięki za podpowiedź i zachętę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla nie herbata może nie istnieć, z wyjątkiem zielonej, do której mam słabość. Za to kocham kawę, taką zwykłą czarną jak smoła, bez żadnych dodatków ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twardy zawodnik z Ciebie, ja czarnej, i jeszcze bez cukru, nie tknę;)

      Usuń
  5. Na ksiązkę raczej bym się nie skusiła. Ale herbatę uwielbiam. Czarną z cytrynką i łyżeczką cukru... Mogę pić ją dziennie litrami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z cytryną piję tylko wtedy, gdy jestem chora;)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.