piątek, 18 sierpnia 2017

W skrócie 5/08/2017



Danuta Noszczyńska „Futra, perły i łzy jak piołun gorzkie”, Prószyński i S-ka 2017, ISBN 978-83-8097-166-0, stron 320

Opis wydawcy:
Zarówno dobro, jak i zło wraca do człowieka ze zdwojoną mocą.
Sandra wychowała się w małym miasteczku. Tam życie płynie zupełnie inaczej. Za czym innym się goni, o czym innym marzy. Jednak i tam życie potrafi zaskoczyć – to, co oczywiste, może okazać się pozornym, proste skomplikowanym, dobre złym, a złe dobrym.
Pewnego dnia w progu jej domu staje ojciec chrzestny razem z żoną, prosząc o krótką gościnę. Niestety ich pobyt wciąż się przedłuża, a oni stają się coraz bardziej uciążliwi. Sandra zaczyna baczniej przyglądać się wujostwu, wracając myślami do czasów dzieciństwa. Gdy krewni niespodziewanie znikają, przerażona kobieta zaczyna ich szukać i przy okazji poznaje szokującą przeszłość tego na pokaz wzorowego małżeństwa.
Ile tak naprawdę wiemy o ludziach nam bliskich? Do czego zobowiązują więzy rodzinne? I dlaczego warto być dobrym? A czy w ogóle warto?

Twórczość Danuty Noszczyńskiej ma w sobie coś, co mi bardzo odpowiada. Jej proza przeszła swoistą ewolucję i z małymi wyjątkami doceniam każdą jej fabułę. Najnowsza, po „Złej miłości”, jest drugą z serii „Siedem grzechów głównych” – tym razem autorka wzięła na warsztat chciwość.

Główna bohaterka, Sandra, to taka dobra dusza, która chciałaby, żeby wszystkim wokół niczego nie brakowało do szczęścia. Z tego też powodu nie tylko gości u siebie wujostwo, ale po ich wyjeździe docieka, co się z nimi stało. Prawda, do której dociera, jest brutalna, ale i wtedy kobieta znajduje rozwiązanie.

Styl Noszczyńskiej jak zwykle jest bez zarzutu, szybko i nie bez przyjemności pochłonęłam całość. Mam jedynie wątpliwości, czy ta historia zapisze się na dłużej w mojej pamięci, wydaje mi się, że niekoniecznie. „Futra, perły i łzy...” nie są zbyt wyraziste, nie ryją zbyt głęboko psychiki, ot taka raczej miła opowiastka na kilka chwil refleksji i dobrej zabawy czytelniczej.

Naomi Ragen „Nic nie mów”, Prószyński i S-ka 2017, ISBN 978-83-8097-142-2, stron 408

Opis wydawcy:
Historia inspirowana autentycznymi wydarzeniami. O ścieżkach, które niepostrzeżenie prowadzą na manowce i o ciemności, która mieszka w każdym z nas.
Czy wiara może być silniejsza od miłości do własnych dzieci? Gdzie jest granica posłuszeństwa? Kiedy powiedzieć dość?
Przez uśpione ulice Jerozolimy mknie karetka. W środku o życie walczy skatowany chłopczyk. Czy lekarzom uda go uratować? Nikt jeszcze nie wie, że matka dziecka siedzi w tym samym szpitalu przy łóżku starszego synka, którego przywieziono z ciężkimi poparzeniami. Pobożnie recytuje psalmy, odmawia wyjaśnień i siódemce swoich dzieci nakazuje bezwzględne milczenie. Jakim trzeba być potworem, żeby sprowadzić takie cierpienie na własne dzieci? A jeśli ta kobieta jest niewinna?
Śledztwo prowadzi detektyw Bina Cedek, matka dwójki małych dzieci. Mozolnie odsłania warstwy tajemnic i kłamstw, coraz głębiej zanurzając się w świat kabały i religijnych sekt, mistycznych tekstów i przerażających rytualnych obrzędów, by stanąć twarzą w twarz z przerażającą prawdą, która na zawsze może odebrać wiarę w ludzi.
Naomi Ragen w przejmujący sposób opowiada o ścieżkach niepostrzeżenie prowadzących do piekła i ciemności, która mieszka w każdym z nas. Grozę budzi świadomość, że ta historia oparta jest na faktach…

Książki z serii „Kobiety to czytają!”, które miałam okazję czytać w ostatnim czasie, wyjątkowo mocno odcisnęły się na mojej psychice – „Dobroć nieznajomych” oraz „Colleen i jej córki”, szczególnie te dwie zapamiętałam, a każda na swój sposób była wstrząsająca. Niniejszym dołącza do nich „Nic nie mów”, powieść amerykańsko-izraelskiej pisarki, która potoczyła się w zupełnie innym kierunku, niż zakładałam.

Celowo i z premedytacją nigdy nie wybieram lektur, w których krzywda dzieje się dzieciom, taka powieść w moich rękach zawsze jest kwestią przypadku. Tutaj występowanie przemocy sugerował już sam opis, ale uznałam, że może jakoś dam radę. Cóż, nie była to łatwa opowieść, pod żadnym względem. Problem zaczyna się już od głównej bohaterki, Danielle. Kobieta wywołuje skrajne emocje, począwszy od czystej nienawiści, gdy obserwujemy, jak nakłada swoim dzieciom psychiczny kaganiec, zakazując im współpracować ze śledczymi. Trudno zrozumieć kobietę, dla której mężczyzna wydaje się być ważniejszy od własnych dzieci, i to w takich okolicznościach. Z czasem to uczucie osłabło, odrobinę wprawdzie, ale jednak, gdy widzimy, jak wyglądało życie Danielle po przybyciu do Izraela, jej ziemi obiecanej, która okazuje się być daleka od jej wyobrażeń, czy też może życie, jakie wiedzie, dalekie jest od tego wymarzonego. Szara rzeczywistość wygrywa z wielkimi ideałami, zwłaszcza gdy ma się takiego męża jak Shlomie – to kolejna postać wywołująca tylko te negatywne odczucia. Tak właściwie w mojej opinii dobrali się znakomicie i byli siebie warci, obydwoje niedojrzali, dla których lepiej byłoby siedzieć przez całe życie na garnuszku rodziców; szczególnie jemu by to pasowało, wtedy mógłby bezkarnie oddawać się studiom i dalej nie wiedzieć, na czym polega prawdziwe życie. Z tym że o ile jednak Danielle w pewnym momencie jakoś dorasta, o tyle jej mąż do końca pozostaje zwyczajnym obibokiem bez krzty odpowiedzialności i samodzielności.

Zaskoczeniem było dla mnie to, że „Nic nie mów” jest tak naprawdę powieścią o sekcie. Istnienie grup skupionych wokół „charyzmatycznego” lidera zawsze było dla mnie zastanawiające. Nigdy nie potrafiłam pojąć, co takiego mają w sobie ci wszyscy guru, którzy potrafią tak omotać, omamić innych ludzi, a ci są gotowi rzucić wszystko, zrezygnować z dotychczasowego życia, byle być blisko swojego mistrza.  Mechanizmy manipulacji są przerażające i doskonale widać je także u Ragen.

„Nic nie mów” okazało się fabułą, do której nie da się podejść bez angażowania uczuć. To bardzo mocna historia – tym mocniejsza, że oparta na autentycznych wydarzeniach – którą, przeżywa się każdą cząstką siebie. Naomi Ragen stworzyła fabułę-przestrogę i przede wszystkim dlatego trzeba ją przeczytać. Bo może nam się wydawać, że nas to nie dotyczy, ale dla mnie „Nic nie mów” ma bardzo uniwersalne przesłanie.

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

http://www.proszynski.pl/


Wyzwanie: „Grunt to okładka”.

12 komentarzy:

  1. Intryguje mnie ,,Nic nie mów'', ponieważ jest to historia inspirowana autentycznymi wydarzeniami, co dodatkowo podnosi wartość ww. publikacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, tu masz rację. I wrażenia są większe, gdy się wie, że to nie jest wymysł autora:)

      Usuń
  2. Prozę Noszczyńskiej chciałabym poznać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oboje pozycje wydają się ciekawe, jednak bardziej przemawia do mnie ta druga. Cenię sobie historie oparte na faktach.

    OdpowiedzUsuń
  4. Żebym ja tak umiała w skrócie pisać recenzje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grunt to spróbować, potem samo idzie;)

      Usuń
  5. Obie książki czekają na półce. Na pewno najpierw sięgnę po "Nic nie mów", bo bardziej mnie intryguje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko nastaw się, że łatwo nie będzie.

      Usuń
  6. Chyba muszę sięgnąć po "Nic nie mów".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obyczajówka, ale teoretycznie w Twoich klimatach;)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.