sobota, 15 lipca 2017

Kasia Bulicz-Kasprzak "Pójdę do jedynej"



Kasia Bulicz-Kasprzak „Pójdę do jedynej”, Prószyński i S-ka 2017, ISBN 978-83-8097-162-2

Karol i Paweł. Dwaj mężczyźni różniący się od siebie jak dzień i noc. Połączy ich wojsko, służba, do której trafią z zupełnie odmiennych powodów. Karol, postawiony przed wyborem, wskaże na wojsko, wiedząc tak naprawdę, że nie był to żaden wybór, bo ani jedna alternatywa nie była dobra. Tyle że ta, którą wybrał, pozwoli mu na odseparowanie od osoby, którą uznał za swojego największego wroga. Paweł jest człowiekiem bardzo rodzinnym, wychowanym w prawdziwym, wiejskim domu. Zakochany w swojej pierwszej miłości, w wojsku będzie upatrywał szansy na poprawę losu materialnego; wierzy, że wojsko da mu mieszkanie, w którym będą z Jadzią bardzo szczęśliwi. Droga życia przyjaciół okaże się jednak niełatwa, a z czasem również mocno wyboista...

Pióro Kasi Bulicz-Kasprzak wielbię od jej pierwszej książki. W moich oczach jest pisarką wszechstronną, ponieważ obracając się w kręgu literatury obyczajowej, potrafi skłonić do uśmiechu, ale i również dostarczyć powodów do refleksji nad życiem i naturą człowieka - tych ostatnich sporo było przy okazji zakończonego latem 2016 roku cyklu „Po sąsiedzku”. Zawsze zaraz po przewróceniu ostatniej kartki publikacji Bulicz-Kasprzak, zaczynam czekać na następną, bo z jej twórczością tak właśnie mam: jestem od niej uzależniona. Z jednej strony żałuję, że Kasia nie pisze więcej, ale jeszcze lepiej wiem, że takie dłuższe czekanie jest jak najlepsza przyprawa, dzięki której premiery tak dobrze potem smakują.

„Pójdę do jedynej” wydało mi się fabułą zupełnie inną od dotychczasowego dorobku pisarki. Przede wszystkim dlatego, że wiodącymi bohaterami są mężczyźni. Ich dojrzewanie przebiega w strukturze skoszarowanej, a wszystkie działania przebiegają na rozkaz. Karola i Pawła różni początkowe podejście do miejsca i służby, w jakiej się znaleźli. Paweł robi wszystko, co mu każą, bo widzi przed sobą jasno postawiony cel: awans i idące za nim przyszłe szczęście z Jadwigą. Dla Karola, oprócz upragnionej utraty kontaktu z rodziną, wojsko jest bardziej okazją do dobrej zabawy i przekonania się w praktyce, ile jest prawdy w powiedzeniu „za mundurem panny sznurem”. Prawdziwe spełnienie odnajdzie dopiero w górach, gdzie będzie stacjonował w jednostce granicznej. Tam poczuje wreszcie wolność i to tam będzie mógł być sobą. Z czasem okaże się, że jednego i drugiego łączy podobna wrażliwość. Postaci wiodące to mężczyźni, a co za tym idzie, i styl jest trochę inny. To nadal jest ta dobrze mi znana, lubiana Bulicz-Kasprzak, ale miałam wrażenie, że teraz autorka bardziej postawiła na surowość, na opis wydarzeń, a nie emocji – te ostatnie nie są podane jak na tacy i rozłożone na czynniki pierwsze, to bardziej w codzienności bohaterów widać, co im dokucza, co ich boli, co ich cieszy, jak widzą swoją dalszą przyszłość. Sądzę, że autorka, wcielając się w skórę dojrzewających chłopaków, postawiła przed sobą niełatwe zadanie, ale w pełni mu podołała. Trzeba też wspomnieć, że akcja toczy się w latach siedemdziesiątych, a w związku z tym realia są już historyczne. Ale i ten aspekt fabuły stoi na wysokim poziomie, pisarka nie zaniedbała tu niczego, podkreślając specyfikę miasta, w którym znajdowały się koszary.   

Co ciekawe, po raz pierwszy nie przypadły mi do gustu postaci kobiece. Krysia drażniła swoją naiwnością, by nie powiedzieć głupotą. Może trochę mocne słowo, ale nie potrafiłam pojąć, że ona nie potrafiła pojąć, jak jest wykorzystywana przez Zenka. Może jestem okrutna, ale nie było mi jej ostatecznie szkoda, dostała jedynie to, na co sama zapracowała. Natomiast Jadzia... Jadzia to już zupełnie inny kaliber. Jej fochy paniusi z miasta doprowadzały mnie do szału, a Paweł miał do niej świętą cierpliwość; dziwię się tylko, że tak długo jej na wszystko pozwalał. Jak zazwyczaj bohaterki autorki były mi jakoś bliskie, tak tym razem daleka byłam od sympatii, zrozumienia i akceptacji.
Ta książka przeczytała się sama. Ani się obejrzałam, a już był koniec i nastał on o wiele za szubko. „Pójdę do jedynej” to nowa odsłona w prozie Kasi Bulicz-Kasprzak, a zarazem kolejna świetna historia, niby tak zwyczajna, ale jednak niezwykła w prostocie opisu dwóch najważniejszych relacji w życiu człowieka: miłości i przyjaźni.

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.  

http://www.proszynski.pl/


Wyjeżdżam dzisiaj na urlop. Żeby na blogu nie było pusto, przygotowałam dla Was trzy posty zbiorcze i jeden "normalny". Wasze blogi odwiedzę po 25 lipca. Do przeczytania:)

6 komentarzy:

  1. Brzmi ciekawie. Postaram się mieć na uwadze ten tytuł.
    Życzę udanego urlopu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem ciekawa nowej książki Kasi. Na pewno przeczytam, muszę tylko znaleźć trochę więcej czasu. Udanego urlopu kochana!

    OdpowiedzUsuń
  3. Och, bardzo się cieszę, że powieść czeka na półce. Zapowiada się świetnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka czeka na swoją kolej :) Jestem ciekawa twórczości tej autorki, bo jeszcze nic nie czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam tylko jedną książkę autorki, ale mam nadzieję, że jeszcze będzie okazja, by wrócić do jej twórczości.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie jest to bardzo genialna książka, normalnie jak napisałaś - czytała się sama. I podobnie do Ciebie, nie polubiłam postaci kobiecych. A Jadźka tak mnie drażniła, że miałam ochotę coś jej zrobić. Obie zresztą były męczące;) Co innego mężczyźni. Aż dziw, że to oni byli tymi pozytywnymi:)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.