piątek, 26 sierpnia 2016

Philippa Gregory "Nobliwy proceder"



Philippa Gregory „Nobliwy proceder”, Książnica 2016, ISBN 978-83-245-8220-4, stron 392

Zbliża się ostatnia dekada XVIII wieku. Kobiety w Wielkiej Brytanii nadal nie mają zbyt wielkiego pola manewru, jeśli chodzi o życiowe role. Frances Scott, bratanica barona, po śmierci swojego ojca, pastora, który nie zabezpieczył córki na przyszłość, ma dwie możliwości: wyjść za mąż albo podjąć pracę guwernantki, licząc przy tym na wsparcie dalszej rodziny. W świecie arystokracji nie jest szczególnie dobrą partią, dawno przekroczyła trzydziesty rok życia, ale jest ktoś, dla kogo może stać się środkiem wiodącym do wyższego celu. To Jozjasz Cole, właściciel trzech statków, handlujący cukrem i rumem kupiec z Bristolu. Frances przyjmuje jego oświadczyny, a umowa małżeńska przypomina bardziej umowę w interesach: panna Scott ma wnieść do tego związku wszystkie swoje koneksje w szlacheckim światku, by pomóc Jozjaszowi zaistnieć w środowisku i wstąpić do stowarzyszenia kupców, sprawującego władzę w mieście; w zamian on ma jej zapewnić życie na odpowiednim dla jej pozycji poziomie. Jozjasz kupuje także niewolników, a zadaniem jego żony jest nauczyć ich wszystkiego tak, by można ich było sprzedać jako w pełni wykwalifikowanych służących. Frances zaczyna uczyć niewielką grupę, w której jest Mehuru, kapłan z afrykańskiego ludu Jorubów. Mężczyzna fascynuje kobietę, do której z czasem zaczyna docierać, z czym tak naprawdę wiąże się handel niewolnikami.

Philippa Gregory jest autorką niezrównanych powieści historycznych, składających się na cykl tudorowski i Wojny Dwu Róż, przybliżających sylwetki kobiet z wielkich angielskich dynastii. Ma też na swoim koncie książki spoza serii, także historyczne, ale i współczesne. „Czarownica”, „Żona oficera” – te dwa tytuły ciągle mnie pociągają, ale jakoś jednak do tej pory bałam się po nie sięgnąć, bo towarzyszyły mi jakieś wątpliwości, czy nie zabraknie mi tej królewskiej perspektywy, że tak to ujmę. Dopiero „Nobliwy proceder” zdołał przełamać ten lęk, a to z tego powodu, iż jest to opowieść o niewolnictwie, a ten temat bardzo mnie interesuje. A poza tym, gdy za jakiś problem zabiera się Philippa Gregory, można mieć niezbitą pewność, że zrobi to na najwyższym możliwym poziomie. I tak też się stało. Nie jest to może utwór, który może się równać do tych ze wspomnianych dwóch serii, ale i tak jest przykładem naprawdę mistrzowskiej prozy. Zresztą czy w przypadku Gregory może być inaczej?   

Zjawisko niewolnictwa kojarzy mi się przede wszystkim z amerykańskim Południem, natomiast nie miałam wcześniej okazji zgłębić jego historii w innych krajach. Stąd też tak wielkie w sumie było moje zdziwienie, gdy przeczytałam słowa od autorki, a wśród nich te zdania: „ Owocem małżeństw między czarnymi mężczyznami i białymi kobietami były dzieci, które żyjąc później głównie w białej społeczności, zadawały się z białymi. Skóra bladła z każdym pokoleniem, aż po czterech czy pięciu pokoleniach tacy prapraprawnukowie nawet nie wiedzieli, że ich przodkiem był czarny niewolnik. Właśnie to jest powodem ignorowania problemu. Do całkiem niedawna tylko nieliczni historycy badali dzieje niewolników w Anglii, a to dlatego, że ludzie zwyczajnie nie zdawali sobie sprawy z ich tak ogromnej liczby w przeszłości” (str. 388). Ci, którzy sprowadzali niewolników, na pewno by się tego nie spodziewali, nie wybiegali tak daleko w przyszłość; dla nich Murzyni byli tylko tanią siłą roboczą i bardziej zwierzętami, niż ludźmi mającymi takie same uczucia.

Muszę przyznać, że niektóre fragmenty trudno będzie czytać osobom wrażliwym na krzywdę innych. Trochę już przecież o niewolnictwie wiem, czytałam o nim sporo, a jednak u Gregory czasami, mówiąc kolokwialnie, „wymiękałam”. Autorka absolutnie nie jest delikatna, bo też i niewolnicy sprowadzani do Anglii takiego traktowania nie zaznawali. Zaczynało się od ich porywania z rodzinnych wiosek czy osad. Potem byli ładowani na statki i upychani najciaśniej jak się dało, bo im było ich więcej, tym na większy zysk mogli liczyć handlarze, szczególnie że trzeba było uwzględnić straty „towaru”, gdyż Afrykańczycy umierali po drodze, czy to z chorób, czy też topieni przez kapitanów, bądź też popełniali samobójstwa. Ci, którzy zdołali dopłynąć do docelowego portu w miarę zdrowi, kierowani byli na plantacje, gdzie śmiertelność była jeszcze większa: z głodu, z wykończenia, na skutek zakatowania przez białego pana, z chorób, na które nie mieli odporności. Powieściowi Mehuru i reszta i tak mieli „szczęście”, bo zostali wyuczeni na służących. Przypuszczam, że obrazy nakreślone ręką Gregory zostaną mi przed oczami już chyba na zawsze: to wyrzucanie do morza jak śmieci, gwałty, łamanie ducha i ciągłe upokorzenia, traktowanie gorzej jak psa – ci, którzy wiedzą, jak pisze angielska historyk, pewnie się domyślają stopnia plastyczności tych opisów i siły ich oddziaływania na wyobraźnię; pozostałym napiszę, że nie da się nawet oddać słowami tego, jak wgryzają się one w psychikę.

Gregory pisze o miłości, która nie miała prawa się zdarzyć, a jednak się zdarzyła. Kobieta z wyższych sfer zakochuje się w niewolniku, mężczyźnie będącym towarem kupionym za pieniądze z jej posagu, stanowiącym „materiał” do wyszkolenia i odsprzedania z zyskiem. Przed Frances Cole długa jednak droga do zrozumienia siebie, swoich uczuć i prawy o czasach, w jakich przyszło jej żyć. Bywały momenty, że nie rozumiałam jej zachowania, ale zaraz przypomniałam sobie, o jakich czasach czytam, jakie były wówczas realia i jak niewiele miała do powiedzenia kobieta. Trochę nie spodziewałam się takiego zakończenia, jakie nastąpiło, i długo nie mogłam się z nim pogodzić, aczkolwiek było chyba jedyne możliwe i najsłuszniejsze z punktu widzenia rozwoju fabuły.

„Nobliwy proceder” pokazał mi, że Philippa Gregory może pisać o każdej epoce historycznej i nie tylko o rodach panujących. Jej talent jest tak niebywały, że czego by się nie dotknęła, zamieni to w złoto. Może to trochę patetyczne słowa, ale właśnie takie przychodzą mi teraz na myśl. Wiem już teraz, że moje obawy i uprzedzenia do książek spoza cykli były zupełnie nie na miejscu i cieszę się, że niniejszym odchodzą do przeszłości.

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat.

https://publicat.pl/ksiaznica


12 komentarzy:

  1. Muszę koniecznie poznać twórczość tej autorki, gdyż czytałam na jej temat naprawdę wiele dobrego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jedna z tych autorek, o których nie da się powiedzieć nic negatywnego.

      Usuń
  2. Niezmiernie mnie ciekawi twórczość autorki, chyba pora sięgnąć po którąś z jej książek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę boję się tych fragmentów dotyczących traktowania niewolników. Ale nie mówię nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja dałam radę, to Ty też dasz.

      Usuń
  4. Już dawno nie natrafiłam na nic o Gregory. ;) Muszę w końcu coś jej przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja również miałam / mam obiekcje, co prawda po Twoim uspokajającym tekście nieco mniejsze, jednak... ja chyba przyzwyczaiłam się do powieści autorki osadzonych w konkretnej epoce historycznej, dobrze mi tam i póki co raczej nie będę się stamtąd ruszać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze to jakieś podejście, konsekwentne:) Ja jeszcze spróbuję "Żonę oficera":)

      Usuń
  6. Chętnie przeczytam, a skojarzenia mam do serialu "Północ południe".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, nie pamiętam serialu, a na pewno go oglądałam, tylko nie byłam jeszcze zbyt wyrośnięta;)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.