poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Maciej A. Brzozowski "Boskie. Włoszki, które uwiodły świat"



Maciej A. Brzozowski „Boskie. Włoszki, które uwiodły świat”, Znak Horyzont 2016, ISBN 978-83-40-4155-8, stron 336

Rzut oka na okładkę i od razu nabrałam przekonania, że muszę tę książkę przeczytać. Po pierwsze, kobieta na zdjęciu, która stanowi dla mnie kwintesencję „włoskości”, choć sama nie potrafię powiedzieć dlaczego. Po drugie, jej konstrukcja - zbiór kilku biografii w jednym tomie, a takie publikacje bardzo lubię. I wreszcie fakt, że zaprezentowane kobiety to Włoszki, a ja uwielbiam wszystko, co związane z Italią. Nigdy tam nie byłam, ale Półwysep Apeniński to moje największe podróżnicze marzenie, jeśli chodzi o Europę. A skoro na razie nie mam możliwości, by tam pojechać, sięgam po lektury przybliżające mi ten kraj i jego mieszkańców.

Gdyby ktoś mnie zapytał, które Włoszki, moim zdaniem, uwiodły świat, wymieniłabym na pewno Sophię Loren i może Claudię Cardinale. Sylwetek tych aktorek nie znajdziemy u Macieja A. Brzozowskiego, tłumacza, italianisty, dziennikarza znanego mi z miesięcznika „Twój Styl”. Jak sam pisze, jego wybór był czysto subiektywny, nie kierował się „żadnym rankingiem, listą zasług, klikalnością. Wybrałem te kobiety, które mnie samego oczarowały i zainteresowały: osobowością, pasją, pomysłowością, nieraz podłością czy konsekwentnym uporem” (str. 12). Zobaczmy więc, kto według niego zasłużył na miano „boskich”.

Brzozowski podzielił książkę na trzy części. Pierwsza z nich dotyczy kobiet, którym przypadło w udziale – bądź też same o ten udział walczyły – sprawowanie władzy. Antonia Edvige Albina Maino, którą świat pozna jako Sonię Gandhi, synową wielkiej Indiry Gandhi. Po śmierci teściowej i męża sama wkracza w świat polityki i zostaje przewodniczącą jednej z największych partii na świecie. Matylda z Canossy, „najpotężniejsza kobieta średniowiecznej Europy. Bliska krewna cesarza i zaufany doradca papieża. Lubiła przepych i mistyczne głodówki. Przez całe życie rozdarta między wiarą a wiernością, wpływała na losy Półwyspu Apenińskiego. Markiza, hrabina, księżna i wicekrólowa w jednej osobie” (str. 51). Do Olimpii Maidalchini przylgnęło określenie „Spryciula”. Udało jej się zgromadzić olbrzymi majątek oraz owinąć wokół palca papieża i królów. Siłę swojego charakteru pokazała już w młodości, gdy ojciec chciał, żeby została zakonnicą. Ostro zaprotestowała i, co najciekawsze, odniosła sukces (a ojcu nie wybaczyła i znajdywała okazje, by go upokorzyć). Katarzyna Medycejska, „żona króla, matka trzech królów (w tym króla Polski) oraz trzech żon europejskich władców. Protektorka Nostradamusa, trendsetterka i wybitna negocjatorka, znienawidzona z powodu jednej sierpniowej nocy” (str. 95) – to za jej czasów obwód talii miał wynosić 33 cm, co osiągano za pomocą niewygodnych gorsetów.       

Drugi obszerny fragment to opowieść o tych kobietach, które uznawały, że „życie to gra” i które same siebie stworzyły. Luisa Casati była chodzącym dziełem sztuki, wszystkimi swoimi wcieleniami wywoływała liczne kontrowersje. Edda Ciano, córka Mussoliniego, ikona faszyzmu; nieszczęśliwa, zdradzana żona, mimo to walcząca jak lwica o życie męża, choć największą miłością jej życia pozostawał ojciec, Duce. Carla Bruni, modelka i piosenkarka, która została pierwszą damą Francji, gdy poślubiła Nicolasa Sarkozy’ego. Virginia Oldoini, hrabina Castiglione, najczęściej uwieczniana na dagerotypach fotografa Piersona, z radością wypełniała powierzoną jej misję uwiedzenia cesarza Napoleona w celu uzyskania poparcia dla włoskiej sprawy.  

Tytułem boskich autor obdarzył także kobiety „z importu”. Szwedzka królowa Krystyna Wazówna abdykowała i wyjechała do Państwa Kościelnego, przyjmując wiarę katolicką; skandalistka, ale jednocześnie wielka intelektualistka. I na koniec Jadwiga Toeplitz-Mrozowska, kiedyś aktorka i kochanka Tadeusza Boya-Żeleńskiego, później stała się jedną z największych podróżniczek swojej epoki. 

Przeczytałam „Boskie” stanowczo za szybko. Tyle razy, przy publikacjach tego rodzaju, obiecywałam sobie, że będę dawkować przyjemność, czytać góra dwa rozdziały na dzień, a gdy przychodzi co do czego, nigdy mi się to nie udaje, pochłaniam od razu całość. Maciej A. Brzozowski właśnie taką frajdę mi zapewnił. W sumie dobrze, że nie pisał o tych wspomnianych przeze mnie aktorkach, bo one są może aż nazbyt oczywiste, a dzięki temu mógł poświęcić miejsce i uwagę tym Włoszkom, które nie były mi wcześniej znane. Trochę szkoda jedynie, że nie pojawiła się okładkowa Virna Lisi. Ogólnie jednak autor przedstawił kobiety frapujące, ciekawe; te, które wywoływały namiętności i te, które wyznaczały trendy. Namawiam do ich poznania, a sama trzymam kciuki za kolejna książkę Brzozowskiego, tym razem o Włochach, wśród których na pewno jest wielu boskich. 

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.


Wyzwanie: „Grunt to okładka”. 

13 komentarzy:

  1. Sama nie wiem... Jakoś nie mam przekonania do tej publikacji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Może na coś innego się skusisz;)

      Usuń
  3. To na pewno interesujący poczet kobiet. Ja chyba się jednak nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię czytać o odważnych, bezkompromisowych i inteligentnych kobietach, więc może w bliżej nieokreślonym czasie zapoznam się także z tą publikacją.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O takich kobietach to ja mogę w każdych ilościach;)

      Usuń
  5. Ciekawa pozycja, wybór postaci też niestandardowy. Myślę, że warto sięgnąć po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaczęłam czytać... nie odpowiada mi tylko papier- niska jakość.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz ślad swojej obecności. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.